Rozdział 13 |Arc4|
Rozdział 13
Ach, Shinobi, Shinobi.
Chyba pozwę tego capa.
— Zajazd pod wściekłą owcą?
Oryginalne, nie powiem. — stwierdziła Ryuu, patrząc na drewniany szyld z rysunkiem czegoś, co chyba miało przypominać owcę.
Przemoczona weszła do środka budynku. Ściany
były drewniane, w przyjemnym odcieniu brązu, a podłoga
schludna i zamieciona. Po bokach pomieszczenia poustawiano ozdobne
fotele i gdzieniegdzie malutkie doniczki z ciemnozieloną rośliną o zakręconych liściach i krwistoczerwonych owocach.
Niepewnie rozglądając się po holu podeszła nieco kulejąc do recepcji. Godzinę wcześniej wpadła do rowu, co raczej nie było szczególnie chwalebnym przeżyciem. Zbliżyła się do niej pucułowata kobieta w garsonce. Uśmiechnęła się przyjaźnie i spojrzała na Ryuu dużymi brązowymi oczami
Niepewnie rozglądając się po holu podeszła nieco kulejąc do recepcji. Godzinę wcześniej wpadła do rowu, co raczej nie było szczególnie chwalebnym przeżyciem. Zbliżyła się do niej pucułowata kobieta w garsonce. Uśmiechnęła się przyjaźnie i spojrzała na Ryuu dużymi brązowymi oczami
— W czym mogę pomóc?
— Chciałabym wynająć pokój. Na jeden, może dwa dni. Czy śniadanie i kolacja są wliczone w cenę? — oznajmiła monotonnym głosem i spojrzała się pusto na przewróconą doniczkę po lewej części holu. — Macie tu spory przeciąg — mruknęła.
— Chciałabym wynająć pokój. Na jeden, może dwa dni. Czy śniadanie i kolacja są wliczone w cenę? — oznajmiła monotonnym głosem i spojrzała się pusto na przewróconą doniczkę po lewej części holu. — Macie tu spory przeciąg — mruknęła.
Recepcjonistka zamrugała, po czym uśmiechnęła się nerwowo. Coś
podejrzewała. Ryuu dobrze znała to spojrzenie.
— Tak, oczywiście, wszystko jest wliczone. Mam tylko jedno pytanie:
gdzie są twoi rodzice?
— Em, ja- — zanim zdążyła odpowiedzieć, do recepcji wpadła starsza pani w szlafroku w kratę i wydarła się „HELENA!” na cały zajazd. Ryuu podskoczyła, a recepcjonistka westchnęła i zmusiła się do jeszcze pogodniejszego uśmiechu. Wyglądała nieco przerażająco.
— Em, ja- — zanim zdążyła odpowiedzieć, do recepcji wpadła starsza pani w szlafroku w kratę i wydarła się „HELENA!” na cały zajazd. Ryuu podskoczyła, a recepcjonistka westchnęła i zmusiła się do jeszcze pogodniejszego uśmiechu. Wyglądała nieco przerażająco.
— Tak, proszę pani? — spytała ociekającym słodyczą głosem, który byłby w stanie otruć każdego w promieniu dziesięciu metrów. Pewnie sporo babka przeszła.
— Ja się zajmę naszym gościem. A z
tego co wiem, Hanka prosiła cię o zajęcie się pokojem numer
cztery. — oznajmiła piskliwym głosem staruszka i pacnęła Helenę po głowie puszystym kapciem-króliczkiem.
Helenie natychmiastowo zrzedła mina i kiwnęła
głową. Ponownie westchnęła i spojrzała z wyrzutem na babcię.
Ryuu z zaciekawieniem patrzyła, jak kobieta bierze do ręki łom i
kieruje się w stronę schodów. Pomyłka. Ona nadal przechodzi.
— Rozgość się, dziecino, musiałaś
sporo przejść. Chodź, pokażę ci salon, ale najpierw zdejmij tą
kurtkę. Wyglądasz jak mop. Jeszcze tego by brakowało, gdybyś
dostała zapalenia płuc. — skinęła na Ryuu i poprowadziła ją
przez korytarz. Był zaskakująco kręty i długi, pełen obrazów i fotografii. Dopiero po dobrych pięciu
minutach zatrzymała się i otworzyła drzwi z ogromną klamką.
Wskazała na kanapę, na której ktoś już siedział. Ryuu opadła szczęka.
— Witam w hotelu mojej cioci~ —
Shinobi podniósł się z sofy i wyciągnął dłonie. Był
uśmiechnięty od ucha do ucha i najwyraźniej zrelaksowany. Babcia
nagle znikła, zostawiając ich samych. Dziewczynka cofnęła się i odruchowo zaczęła szukać ręką czegoś ciężkiego.
— Shinobi? Jak? ...Co? — język jej się
plątał. — Masz nierówno pod sufitem czy jak?
— Cóż, biorąc pod uwagę zaistniałe
okoliczności i zdarzenia, poczułem się winny i nieco zmieniłem
plany. O kuzyna się nie martw. Jest już bezpieczny. Schrzaniłem
jedną sprawę, ale udało mi się to wyrównać.
— A więc to tak — mruknęła
ponuro. Od tych całych "zaistniałych okoliczności" bolała ją głowa i miała ochotę w coś uderzyć. A raczej w kogoś. — Dziękuję za wspaniałomyślność.
— Proszę, nie patrz się tak na mnie!
To nie tak miało wyjść i jest mi z tego powodu bardzo przykro.
Cieszę się, że spotkałem was wtedy w Vienne. Wątpię, żebyście
wtedy przeżyli beze mnie. — uniósł dłoń w obronnym geście i
poczochrał ją po mokrych włosach. — I chyba mogę wam jeszcze
pomóc.
— To coś niebezpiecznego? — pociągnęła nosem i kichnęła w rękaw. Nie czuła się za dobrze.
— Ha, ha, bardzo śmieszne. — wyciągnął z kieszeni zdjęcie. — Otóż znam tego jegomościa i
chyba uda mi się to ogarnąć.
Trzymał fotografię młodzieńca o białych, lekko szarawych włosach ściętych w dość nietypowy sposób. Miał delikatne ciemne odrosty i przydługą grzywkę. Najprawdopodobniej tył głowy miał wcześniej podcięty lub wygolony. W każdym razie wychodziło na to, że nie miał zbyt wiele czasu, by zadbać o fryzurę. Ryuu już nie miała wątpliwości, że to zmęczony życiem student po niefortunnej popijawie albo osobnik z wyjątkowo silnym poczuciem indywidualności. Lodowate niebieskie oczy zdawały się przeszywać wszystko i wszystkich, co nie dodawało zdjęciu przyjemniejszej atmosfery.
Tak czy inaczej, był jednym z ludzi, którzy mogli im pomóc.
Zdjęcie podpisano z tyłu różowym markerem.
Trzymał fotografię młodzieńca o białych, lekko szarawych włosach ściętych w dość nietypowy sposób. Miał delikatne ciemne odrosty i przydługą grzywkę. Najprawdopodobniej tył głowy miał wcześniej podcięty lub wygolony. W każdym razie wychodziło na to, że nie miał zbyt wiele czasu, by zadbać o fryzurę. Ryuu już nie miała wątpliwości, że to zmęczony życiem student po niefortunnej popijawie albo osobnik z wyjątkowo silnym poczuciem indywidualności. Lodowate niebieskie oczy zdawały się przeszywać wszystko i wszystkich, co nie dodawało zdjęciu przyjemniejszej atmosfery.
Tak czy inaczej, był jednym z ludzi, którzy mogli im pomóc.
Zdjęcie podpisano z tyłu różowym markerem.
Harue. "Ava Knox".
Rhein, 15 grudnia
Po konkretniejszym tekście nastąpiła żenująca liczba serduszek. Biorąc pod uwagę orientację wujka, obojętność kuzyna i swój własny brak różowego markera, który ktoś jej zapierdzielił, wszystkie podejrzenia padają na Shinobiego.
On go kraszuje czy jak?
— Skąd je masz? — spytała marszcząc brwi. Będzie musiała być jeszcze ostrożniejsza.
— Juni je pogubił, ale to teraz
nieważne. Plus, mam kilka kopii (HA!). Od początku coś podejrzewałem, ale teraz mam pewność.
Jesteś córką Naomi i Rina, prawda? Prawda?
Ryuu kiwnęła głową, a Shinobi złapał się za brzuch i
zaczął się śmiać.
— A to ci dopiero! Te cudaki wiedzą
jak zająć się swoimi sprawami! No nie mogę po prostu! — Ryuu
spojrzała na niego pytająco. I nie mogła uwierzyć, że ktoś pokroju Shinobiego nazywa jej rodziców cudakami.
— Znałem twoich starych. Tak samo jak
Harue i Dante. Albo Roza i reszta paczki. Byli dla nas trochę jak
mentorzy. Zabawne jest to, że połowa z nich nie ma zielonego
pojęcia, że świry mają córkę! — zaczął podekscytowany, a Ryuu jedynie kiwnęła głową. Poczuła się, jakby ktoś uderzył ją cegłą z rozwiązaniem trudnego zadania matematycznego nabazgranym markerem na jednej ze ścianek.
— Rodzice Juniego też zostawili ślad. Zaiwaniłem jego mamie motocykl. Brat Naomi jest nieco przerażający, ale dało się z nim dogadać. Równy gość! Raz podpalił z twoim ojcem pranie sąsiadów używając jedynie wazonu i pudła na buty. Ach, Leo i Ivy. W przeciwieństwie do twojego ojca, nigdy nie naciskali na mnie, bym mówił do nich per „państwo” i „pan/pani”. Rin strasznie lubił się popisywać! — paplał dalej wymachując rękami. W Ryuu uderzyło to, że zachowywał się bardziej wiarygodnie niż zwykle.
Orientując się, że Pan Shinobi mógłby tak w nieskończoność, przerwała mu monolog i zapytała o coś konkretniejszego.
— Jak ich poznałeś? Utrzymujesz z nimi kontakt? Al powiedział ci, co się z nimi działo?
— Wiem o ich zniknięciu — upił łyk gorącej czekolady, która nagle pojawiła się w jego dłoni i westchnął. — Kontakt? Z nimi to trochę trudno. A spotkanie? Już nie pamiętam, ale zaczęło się od kłótni na targu, mniej więcej. Napijesz się? — kiwnął głową na drugą filiżankę.
— Rodzice Juniego też zostawili ślad. Zaiwaniłem jego mamie motocykl. Brat Naomi jest nieco przerażający, ale dało się z nim dogadać. Równy gość! Raz podpalił z twoim ojcem pranie sąsiadów używając jedynie wazonu i pudła na buty. Ach, Leo i Ivy. W przeciwieństwie do twojego ojca, nigdy nie naciskali na mnie, bym mówił do nich per „państwo” i „pan/pani”. Rin strasznie lubił się popisywać! — paplał dalej wymachując rękami. W Ryuu uderzyło to, że zachowywał się bardziej wiarygodnie niż zwykle.
Orientując się, że Pan Shinobi mógłby tak w nieskończoność, przerwała mu monolog i zapytała o coś konkretniejszego.
— Jak ich poznałeś? Utrzymujesz z nimi kontakt? Al powiedział ci, co się z nimi działo?
— Wiem o ich zniknięciu — upił łyk gorącej czekolady, która nagle pojawiła się w jego dłoni i westchnął. — Kontakt? Z nimi to trochę trudno. A spotkanie? Już nie pamiętam, ale zaczęło się od kłótni na targu, mniej więcej. Napijesz się? — kiwnął głową na drugą filiżankę.
***
Juni
w większości przypadków nie ufał obcym ludziom, w szczególności
kierowcom i sprzedawcom ze stacji benzynowych. Ale siedząc w tej chwili
na rozkładanym krześle właśnie przed stacją benzynową, czekając na
Dante, który wyjątkowo żywo targował się o cenę, jak przypuszczał,
jakiejś starej porcelanowej wazy, zaczął rozmyślać o swoich mądrościach
życiowych i wyborach.
No cóż, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta...
Upił
łyk fanty i prawie w tym samym momencie wzdrygnął się i wykrzywiając
się powoli przełknął napój. I on i Ryuu nie przepadali za gazowanymi
napojami.
Ten
wieczór był wyjątkowo ciepły. Aż się zdziwił. Dwadzieścia dwa stopnie,
zero wiatru. A który był miesiąc? Koniec września? Już piździernik?
Po wypiciu fanty, rzucił pustą puszką w śmietnik. Przedmiot balansował przez chwilę na krawędzi, a następnie spadł i potoczył się gdzieś dalej. Juniemu drgnęła powieka. Powoli podniósł się z siedzenia i wszedł do stacji w poszukiwaniu czegoś bardziej zdatnego do picia. Smoothie.
Podszedł do drugiej ekspedientki, niskiej blondynki z mnóstwem piegów i zadziwiająco onieśmielającymi oczami podkreślonymi eyelinerem albo mazakiem, bo nigdy nie wiadomo.
— W czym mogę pomóc? — spytała żując gumę i pękając ogromnego balona tuż przed twarzą Juniego.
Juni, zbyt zaślepiony żądzą smoothie, nawet nie zauważył tego niegrzecznego gestu.
— Poproszę smoothie z mango — oznajmił, wskazując na półkę za ekspedientką. — I kinder joy'a.
— Dość wybredny klient... — mruknęła dziewczyna podając mu butelkę. — Kindery się skończyły, przykro mi, mamy tylko w chu rakowych cukierków z gadżetami, batonów i dietetycznych chrupek.
Juni położył dłoń na jej ramieniu. Ekspedientka uniosła brwi.
— Kiedyś znajdziesz lepszą pracę — uśmiechnął się ze współczuciem i wyruszył na poszukiwania Dantego.
Dziewczyna pękła kolejny balon i sięgnęła po desperadosa zza lady.
— Zrobi dzieciak karierę... — wymruczała i opróżniła butlę w kilku wielkich łykach.
W tym samym czasie Dante nadal przekrzykiwał się z drugim sprzedawcą. Mężczyzna stojący za ladą łypał wściekle na Dante, przyciskając kurczowo wazę do serca. Potargane włosy związane w kucyk powiewały dramatycznie dzięki wentylatorowi.
— Słuchaj no pan, nie tak się umawialiśmy — warknął. — Gdzie kasa?
— Dostałeś swoje pieniądze — wysyczał Dante powoli sięgając po wazę. Okulary spadły muu na czubek nosa.
— W jakiejś podejrzanej walucie!
— Ale dostałeś!
Juni postanowił się nie mieszać i siorbiąc smoothie przez różową słomkę wycofał się powolutku ze stacji. Pomachał do drugiej ekspedientki, która tylko mrugnęła i ręką pokazała peace sign.
Gdy tylko zasiadł na swoim tymczasowym rozkładanym tronie, usłyszał huk, trzask i wyjątkowo niemęski wrzask sprzedawcy. Wzdrygnął się i upuścił na szczęście pustą już butelkę.
Dante wypadł ze sklepu i z całej siły wrzucił świecę dymną do środka. Śmiał się wrednie i wymachiwał środkowym palcem w stronę wkurzonego sprzedawcy z kucykiem
— Ukradłeś wazę?! — oburzył się Juni, patrząc na przedmiot, który trzymał pod pachą.
— Nie ma czasu na gadanie! - ponaglił go mężczyzna i pociągnął za rękaw bluzy w stronę samochodu. — Wsiadaj!
Juni przełknął ślinę i najszybciej jak potrafił wykonał polecenie studenta.
Po wypiciu fanty, rzucił pustą puszką w śmietnik. Przedmiot balansował przez chwilę na krawędzi, a następnie spadł i potoczył się gdzieś dalej. Juniemu drgnęła powieka. Powoli podniósł się z siedzenia i wszedł do stacji w poszukiwaniu czegoś bardziej zdatnego do picia. Smoothie.
Podszedł do drugiej ekspedientki, niskiej blondynki z mnóstwem piegów i zadziwiająco onieśmielającymi oczami podkreślonymi eyelinerem albo mazakiem, bo nigdy nie wiadomo.
— W czym mogę pomóc? — spytała żując gumę i pękając ogromnego balona tuż przed twarzą Juniego.
Juni, zbyt zaślepiony żądzą smoothie, nawet nie zauważył tego niegrzecznego gestu.
— Poproszę smoothie z mango — oznajmił, wskazując na półkę za ekspedientką. — I kinder joy'a.
— Dość wybredny klient... — mruknęła dziewczyna podając mu butelkę. — Kindery się skończyły, przykro mi, mamy tylko w chu rakowych cukierków z gadżetami, batonów i dietetycznych chrupek.
Juni położył dłoń na jej ramieniu. Ekspedientka uniosła brwi.
— Kiedyś znajdziesz lepszą pracę — uśmiechnął się ze współczuciem i wyruszył na poszukiwania Dantego.
Dziewczyna pękła kolejny balon i sięgnęła po desperadosa zza lady.
— Zrobi dzieciak karierę... — wymruczała i opróżniła butlę w kilku wielkich łykach.
W tym samym czasie Dante nadal przekrzykiwał się z drugim sprzedawcą. Mężczyzna stojący za ladą łypał wściekle na Dante, przyciskając kurczowo wazę do serca. Potargane włosy związane w kucyk powiewały dramatycznie dzięki wentylatorowi.
— Słuchaj no pan, nie tak się umawialiśmy — warknął. — Gdzie kasa?
— Dostałeś swoje pieniądze — wysyczał Dante powoli sięgając po wazę. Okulary spadły muu na czubek nosa.
— W jakiejś podejrzanej walucie!
— Ale dostałeś!
Juni postanowił się nie mieszać i siorbiąc smoothie przez różową słomkę wycofał się powolutku ze stacji. Pomachał do drugiej ekspedientki, która tylko mrugnęła i ręką pokazała peace sign.
Gdy tylko zasiadł na swoim tymczasowym rozkładanym tronie, usłyszał huk, trzask i wyjątkowo niemęski wrzask sprzedawcy. Wzdrygnął się i upuścił na szczęście pustą już butelkę.
Dante wypadł ze sklepu i z całej siły wrzucił świecę dymną do środka. Śmiał się wrednie i wymachiwał środkowym palcem w stronę wkurzonego sprzedawcy z kucykiem
— Ukradłeś wazę?! — oburzył się Juni, patrząc na przedmiot, który trzymał pod pachą.
— Nie ma czasu na gadanie! - ponaglił go mężczyzna i pociągnął za rękaw bluzy w stronę samochodu. — Wsiadaj!
Juni przełknął ślinę i najszybciej jak potrafił wykonał polecenie studenta.
— To, ehm, zahaczymy później o te drive-thru? — spytał zażenowany, nerwowo zaciskając dłonie na fotelu.
— Z przyjemnością! — Dante wyprostował się dumnie i poprawił okulary. Brudną rękę otarł o sweter, jeszcze bardziej powiększając plamę z keczupu. Przekręcił kluczyk w stacyjce i najszybciej jak się dało nacisnął pedał gazu. Juniego wcisnęło w siedzenie. Czuł już zimny pot na karku.
— Z przyjemnością! — Dante wyprostował się dumnie i poprawił okulary. Brudną rękę otarł o sweter, jeszcze bardziej powiększając plamę z keczupu. Przekręcił kluczyk w stacyjce i najszybciej jak się dało nacisnął pedał gazu. Juniego wcisnęło w siedzenie. Czuł już zimny pot na karku.
***
taki timeskip
— Proszę pani, ile spałam? — spytała Ryuu babcię krzątającej po jej pokoju. Wymiatała skrzaty i kurzyki spod dywanu.
— A z kilka dni, skarbie. Nowy rekord! — oznajmiła entuzjastycznie, wpychając skrzeczące stworzonka do kosza. — Zabiorę te chłystki do kuchni. Ciągle się gubią i uprzykrzają życie gościom.
— Powodzenia — odparła niemrawo Ryuu i wstała powoli z łóżka. Zataczając się podeszła do szafki i wzięła do ręki świeżo naładowaną komórkę. Drżącym lekko palcem odblokowała ekran i weszła w kontakty.
— Powodzenia — odparła niemrawo Ryuu i wstała powoli z łóżka. Zataczając się podeszła do szafki i wzięła do ręki świeżo naładowaną komórkę. Drżącym lekko palcem odblokowała ekran i weszła w kontakty.
2 wiadomości, 5 nieodebranych
połączeń.
— No
to szlag nas trafił — wychrypiała i kichnęła. — Jak myślisz, Momoś, wkurzył się?
— Prędzej zszedł na zawał — wymruczał kot. — I chyba coś ci mówiłem. Nowe imię. Nowe.
— Najpierw mi powiedz o co ci chodzi! — oznajmiła stanowczo i odwróciła się na pięcie w stronę kota liżącego swój ogon.
— A o to! — kot zeskoczył z łóżka i zniknął w kłębach błyszczącego złoto-różowego dymu.
Przed Ryuu siedziała po turecku postać. Człowiek. Rudy.
Człowiek-Momoś zrobił słynne jazz-hands i uśmiechnął się leniwie. Ryuu z ulgą odetchnęła, gdy zobaczyła, że Mo ma na sobie ubranie. Nie była w stanie zidentyfikować płci jego ludzkiego ciała. Szczupła sylwetka i wcięcie w talii, ale ponad metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, co dla takiego niziołka jak Ryuu było wyjątkowo dużo.
— Więc? — spytała unosząc brew.
Momo zrobił zawiedzioną minę jakby chciał zapytać: Nie skaczesz z radości?
— W duszy się cieszę. Podejrzewałam, że chowańce potrafią coś takiego robić.
Kot zaczął żywo gestykulować i poruszać ustami, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
— Wada przemiany, co? Czej, zerknę do książki. — zaczęła grzebać w plecaku. — Zupełnie wypadło mi to z głowy. Znasz może migowy?
Jeszcze przed podróżą, jednym z ulubionych zajęć Ryuu było czytanie. Namiętnie pochłaniała zawartość książek z domowej biblioteczki, kiedy tylko miała czas i chęć. Zbiór stanowił również awaryjne źródło wiedzy podczas braku internetu albo ogólnej nudy. Dziewczyna miała słabą samokontrolę jeśli chodziło o laptop i czasami sama zamykała wszystkie elektroniczne gadżety w szafce w sypialni, a klucz przekazywała kotu albo chowała pod dywanem, by się nie rozpraszać. Pomagało też lenistwo, bo komu by się później chciało tego szukać?
Tak czy inaczej, działało i posiadała pewną wiedzę na różne tematy.
Nie rozpraszaj się, zawsze powtarzała sobie.
— Prędzej zszedł na zawał — wymruczał kot. — I chyba coś ci mówiłem. Nowe imię. Nowe.
— Najpierw mi powiedz o co ci chodzi! — oznajmiła stanowczo i odwróciła się na pięcie w stronę kota liżącego swój ogon.
— A o to! — kot zeskoczył z łóżka i zniknął w kłębach błyszczącego złoto-różowego dymu.
Przed Ryuu siedziała po turecku postać. Człowiek. Rudy.
Człowiek-Momoś zrobił słynne jazz-hands i uśmiechnął się leniwie. Ryuu z ulgą odetchnęła, gdy zobaczyła, że Mo ma na sobie ubranie. Nie była w stanie zidentyfikować płci jego ludzkiego ciała. Szczupła sylwetka i wcięcie w talii, ale ponad metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, co dla takiego niziołka jak Ryuu było wyjątkowo dużo.
— Więc? — spytała unosząc brew.
Momo zrobił zawiedzioną minę jakby chciał zapytać: Nie skaczesz z radości?
— W duszy się cieszę. Podejrzewałam, że chowańce potrafią coś takiego robić.
Kot zaczął żywo gestykulować i poruszać ustami, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
— Wada przemiany, co? Czej, zerknę do książki. — zaczęła grzebać w plecaku. — Zupełnie wypadło mi to z głowy. Znasz może migowy?
Jeszcze przed podróżą, jednym z ulubionych zajęć Ryuu było czytanie. Namiętnie pochłaniała zawartość książek z domowej biblioteczki, kiedy tylko miała czas i chęć. Zbiór stanowił również awaryjne źródło wiedzy podczas braku internetu albo ogólnej nudy. Dziewczyna miała słabą samokontrolę jeśli chodziło o laptop i czasami sama zamykała wszystkie elektroniczne gadżety w szafce w sypialni, a klucz przekazywała kotu albo chowała pod dywanem, by się nie rozpraszać. Pomagało też lenistwo, bo komu by się później chciało tego szukać?
Tak czy inaczej, działało i posiadała pewną wiedzę na różne tematy.
Nie rozpraszaj się, zawsze powtarzała sobie.
— Przepraszam,
która jest godzina? — spytała babci, która aż promieniowała z radości po ogarnięciu skrzatów.
— Osiemnasta,
kochanie. Ubierz się i przygotuj swój plecak. Kolacja jest o
dwudziestej, a Shinobi chce ci coś pokazać.
Ryuu nie była
pewna, czy to będzie coś przyjemnego, ale szybko się zebrała i odświeżyła, ciekawa nowych odkryć. Siedziała jak na szpilkach i cały czas się wierciła. Na szczęście, dwie godziny minęły jak z bicza strzelił. Sama pędem zbiegła schodami do jadalni i dosiadła się do Shinobiego i Momo, który już siedział mu na kolanach znowu w postaci kota.
Ślinka jej pociekła na widok puree z
ziemniaka, sałatki z groszku i marchewki i mięciutkich klusek
polanych sosem.
— Miło, że zdecydowałaś się tu
przyjść — zagadnął Shinobi, wycierając sobie twarz serwetką. W
kąciku ust wciąż miał kawałek marchwi i ziemniaków.
— Mhm.
— Podoba ci się tu?
— Mhm.
— Powiesz coś więcej?
— Jem.
— Ach, no tak, wybacz.
Nagle spoważniał.
Nagle spoważniał.
— Z pewnością zdajesz sobie sprawę, że przeszłaś
wiele niełatwych chwil i na pewno czeka cię ich jeszcze więcej.
— Utrudniłeś mi jakieś dwie trzecie
z nich — stwierdziła z pełnymi ustami. — Nie chcę być niemiła,
ale nie masz może jakiegoś hobby? Czy może nasza obecna sytuacja
to twój sposób na urlop i sobotnie wieczorki?
— No cóż, ehm, jestem obecnie w
robocie. Jestem dość wszechstronny, mam spory wybór... — zaperzył
się i podrapał po głowie. Po raz pierwszy wyglądał, jakby czuł się niezręcznie.
— Czyli nie masz stałej pracy.
Shinobi zakrztusił się.
Momo szybko się
przeobraził, podniósł ręce Shinobiego do góry i walnął całej
siły w jego plecy. Chwilę później, po podłodze
potoczył się kawałek groszku.
— To się nie wydarzyło — wycharczał
Shinobi, masując sobie gardło.
— Uznajmy tą wersję – przyznała
Ryuu.
Momo z powrotem się zmienił i schował się w plecaku Ryuu w poszukiwaniu ciepła.
— Ale tak z innej beczki — zaczął mężczyzna. — Mam kilka rad. Zapisz sobie. Masz już długopis? Tak? Okej, więc po pierwsze: z lichem nie robi się interesów. I nie gadaj do stracha. Grzecznie odpowiedz, ale nie prowokuj rozmowy.
— Zanotowane.
— Po drugie: nie prowokuj i nie zadawaj głupich pytań. Dotyczy każdego. A po trzecie: nie zapuszczaj się w Gniazdo.
— Tajest.
Shinobi wydawał się być o wiele bardziej zrelaksowany niż wcześniej. Wstał od stołu i skinął na Ryuu, żeby poszła za nim. Ryuu bez słowa spełniła prośbę i powlokła się za Shinobim. Zaprowadził ją do drzwi małego pomieszczenia. Wydawał się być wyjątkowo dumny z tego miejsca.
Momo z powrotem się zmienił i schował się w plecaku Ryuu w poszukiwaniu ciepła.
— Ale tak z innej beczki — zaczął mężczyzna. — Mam kilka rad. Zapisz sobie. Masz już długopis? Tak? Okej, więc po pierwsze: z lichem nie robi się interesów. I nie gadaj do stracha. Grzecznie odpowiedz, ale nie prowokuj rozmowy.
— Zanotowane.
— Po drugie: nie prowokuj i nie zadawaj głupich pytań. Dotyczy każdego. A po trzecie: nie zapuszczaj się w Gniazdo.
— Tajest.
Shinobi wydawał się być o wiele bardziej zrelaksowany niż wcześniej. Wstał od stołu i skinął na Ryuu, żeby poszła za nim. Ryuu bez słowa spełniła prośbę i powlokła się za Shinobim. Zaprowadził ją do drzwi małego pomieszczenia. Wydawał się być wyjątkowo dumny z tego miejsca.
— Ten schowek jest pusty — zmarszczyła brwi i przetarła oczy. — Ty strasznie lubisz wkręcać ludzi, wiesz?
— Nie rozumiem, przecież jest tu
szafa.
— Nie mogliście jej postawić w holu?
Po co budować osobne pomieszczenie dla jednego mebla?
— Niedługo zrozumiesz — odpowiedział i
otworzył szafę szybkim ruchem.
Coś było nie tak. Ciemność w środku
mebla zdawała się promieniować i pochłaniać wszystko w pobliżu.
Ryuu przyszły do głowy dwa słowa – intensywność i głębia.
Pochyliła się nad czernią.
— I? Co tam jest? — poniosło się echo, a samą Ryuu przeszły dreszcze. To wszystko bardzo jej się nie podobało. Zacisnęła ręce na ramiączkach plecaka.
— Czemu nie przekonasz się sama? —
zapytał dziarsko Shinobi i pstryknął palcami.
— Słucham?!
Shinobi złapał Ryuu za kaptur i
przytrzymał tuż nad ciemnością. Głos uwiązł jej w gardle.
Dziura. W szafie była pierdolona
dziura.
— Okeej! I raz, i dwa, i trzy... HOP! —
puścił kaptur, ale Ryuu przytrzymała się nogami ścian szafy.
— Shinobii! — zapiszczała ze łzami w
oczach.
— Spokojnie, spokojnie, to po prostu
zwykły portal, ja i Ha-
— Chyba, kurwa, portal do Hadesu! — wrzasnęła na wpół wściekła, na wpół przerażona. Ona chyba
na serio tu zginie.
Nie wykasowałam
historii w necie, nie wykasowałam historii w necie!
— Życzę powodzenia! Pozdrów Tadzia,
dobrze? — popchnął Ryuu i pomachał jej radośnie.
— PRZYSIĘGAM, ŻE KIEDYŚ CIĘ POZWĘ! — wrzasnęła spadając w ciemność.
— Ach, dzieci! Nigdy nie słuchają dorosłych do końca... — westchnął i wyciągnął komórkę.
— Ach, dzieci! Nigdy nie słuchają dorosłych do końca... — westchnął i wyciągnął komórkę.
Da End
Powiedzmy, że się starałam.




Jak już wspominałam
OdpowiedzUsuńShinobi is my bitch
Rozdział bajeczny
Tak bardzo kocham te postacie
Jakimś cudem wyobrażam sobie Momo jako młodziutkiego ziomka z Sex Pistols
Tak jakoś
Twój styl pisania sprawia, że chce się czytać więcej i więcej
Boskość
Połamania pióra podczas pisania następnych :3
Cóż, z Shinobiego i tak już jest stuprocentowa bitch XD Ale okay, let it be. Weź go sobie
UsuńDzięki za pochwałę. Problem w tym, że nie mogę zostawać w miejscu i muszę rozwijać swoje pisajła, ciągle "ewoluować". No, staram się i jakiś tam efekt widzisz, nie? XD
~ Trzymajta się tam, ziom