Rozdział 6 |Arc2|

Rozdział 6

Krucyfiks razy dwa proszę 

   — Powiedzcie, widzieliście kiedyś strzygę albo ghula? Jeździliście w wakacje na obozy? - spytał ich Shinobi, uważnie się im przyglądając.
   — Tylko barghesty i niegroźne widma. — odparła Ryuu. — Zaczekaj, mam w plecaku Bestiariusz.
Dziewczyna wyciągnęła nie większą od przeciętnego zeszytu grubą książkę oprawioną w czarną skórzaną okładkę. Ze skupieniem zaczęła przewracać pożółkłe kartki.
   — Lisze, wąpierze, banshee, topielce, dziwożony... O jest! — mamrotała pod nosem, a chwilę później wzięła się do czytania na głos:
   — Strzyga – osoba urodzona z dwoma duszami, sercami i podwójnym szeregiem zębów. Po śmierci jedna dusza odchodzi, a druga ożywia ciało i wychodzi na żer. To najkrótszy opis. Reszta jest zbyt obrzydliwa. — skrzywiła się i wzdrygnęła. — Nie powiem, będzie fajnie.
   — A słabości? — wtrącił się Juni.
   — Banalne i schematyczne. Powbijanie gwoździ i kołków osikowych albo stare dobre unieruchomienie i spalenie. Nieco prymitywne, nie sądzicie? — sarknęła. Nie była pewna skąd w razie potrzeby mogliby wziąć owe przedmioty. Pozostawało jeszcze spalenie. Zapalniczek i zapałek Juni miał aż za dużo, jednak zrobienie ogniska w pociągu było praktycznie niemożliwe.
   — Dobra, pozostaje ghul.
   — Nie zapominajcie o zmorach i cieniach! Osobiście te drugie są moimi faworytami! — dorzucił Shinobi.
   — Zupełnie jak w tanim horrorze. — skomentował Juni.
   — Może i tani horror, ale większość ludzi posrałoby się bardziej niż na Resident Evil czy Silent Hill.    — stwierdziła Ryuu. — Dobra, Gabriel, gdzie tu trzymacie wodę święconą?
Na twarzy bruneta było widać spływające strużki potu.
   — Mamy troszkę inne sposoby — bąknął. Nie spodziewał się aż tak wojowniczych pasażerów.
   — Więc? — dzieci spytały jednocześnie. Shinobi zachichotał i pod nosem mruknął coś o procedurach i ubezpieczeniu. Gabriel wziął głęboki oddech.
   — Zazwyczaj czekamy, aż przejedziemy przez to całe Zumu. Dopóki nie wyczują pasażerów jesteśmy bezpieczni.
   — Z tego co wiem, te stworzenia są na tyle inteligentne, by wiedzieć co to jest pociąg — zirytowała się Ryuu. — Jak dotąd udawało wam się przeżyć?
   Gabriel wzruszył ramionami. 
   Westchnęli. Zdziwiło ich, jak szybko przystosowali się do sytuacji. Jeszcze pięć rozdziałów temu w ogóle nie wiedzieli o co chodzi. Trudno się mówi. Nie mieli wyjścia. Może autorka skończy z tym lenistwem i jeszcze coś dopisze.
   Powoli zbliżali się do pasma górskiego. Strach i ekscytacja narastały.
   — Spokojnie — zaśmiał się nerwowo Gabriel. — Jeździmy tą drogą dość często. nie ma się co martwić. — uspokajał Juni'ego i Ryuu, widząc ich wyraz twarzy.
   Juni panikował i obmyślał plan, w którym ewentualnie użyje ognia, gdyby te cieniste gówna dostały się do pociągu. Miał kilka asów w rękawie. Niestety, nigdy nie miał z czymś takim do czynienia. Przy tym nawet klasówka z matematyki, ucieczka przed dzikiem czy przerażająca nauczycielka od historii wydawały się pikusiem.  Jedynym plusem było oderwanie się od rzeczywistości. Tam gdzie mieszkali rzadko mieli do czynienia z magią.
Nadmierne myślenie i zamartwianie się był typowe dla tej rodziny.
   Ryuu wydawała się być podekscytowana z innego powodu. Żałowała, że nie wzięła aparatu fotograficznego. Bateria w jej telefonie była na wyczerpaniu. Za długo grała w Candy Crush. 
Miała okazję zobaczyć coś, czym zwykle dziadkowie straszyli nieposłuszne dzieci. Mroczna niewiadoma mogła stać się rzeczywistością. Czuła się rozdarta. Coś w jej środku krzyczało: uciekaj, kolejne zachęcało, trzecie się śmiało, a czwarte wyrywało się na wolność, pragnąc niezależności.
Jeszcze kilka dni temu leniła się na fotelu nieświadoma tego, co ma się wydarzyć. Może to nawet lepiej, że tu byli? Wiedziała, że nie ma odwrotu. To nie był przypadek. Tam skąd przyszli nie było już dla nich miejsca. Potrafiła to wyczuć.
Wspomnienia.*
***
Dalszą część tej ciamci-ramci przeczytacie po reklamie

Dość mało można powiedzieć o bohaterach tego opowiadania. Nie znamy ich przeszłości, najpewniej autorka znowu coś schrzaniła, niektóre fakty na temat tej dwójki gówniarzy niekoniecznie były szczere. No chyba że kolejny raz pamięć autorkę zawodzi i za chwilę ponownie coś spaprze. 
* Osobną notkę dotyczącą przeszłości bohaterów będzie można przeczytać wkrótce. 

Sponsorem programu jest mój mózg, który ma mnie dość.
Ogłoszenia parafialne będą się pojawiać w osobnej zakładce.
Będą quizy i ankiety.
Tak, też mam siebie dość.

Koniec reklam 
***
   Ze zdenerwowania pociły jej się ręce. Może ogólnie miała potliwe ręce? Nowy początek i możliwość rozwinięcia chorego hobby. No dafaj pan, challenge accepted.
   — Może przedstawimy im podstawy? — zaśmiał się Shinobi nieco zawiedziony, że został olany.
   — Oczywiście. — przytaknął Gabriel. Otworzył okno i wychylając się i waląc w ścianę pociągu zacząć wrzeszczeć:
   — ROZA! TY CHOLERO JEDNA, ZŁAŹŻE NO TU-
   W dokończeniu wypowiedzi przeszkodził mu brązowy but, który wylądował na jego twarzy. Do pociągu wskoczyła wysoka kobieta w granatowej puchowej kurtce. Juni i Ryuu rozdziawili buzie i wpatrywali się nieco zaniepokojeni w czerwony ślad, który pozostał na twarzy chłopaka. Pierwszym pytaniem jakie dzieci zadały sobie po tym wydarzeniu było słynne: że co proszę?
   — Dobrze cię widzieć, Ro. Zdrówko dopisuje? — wyszczerzył się Shinobi.
   — Żyję. — odparła sucho. — No gdzie te świeżaki? O, jeszcze jedno. Gabriel, dzie moje kakao? Twój senpai jest głodny.
   Gabriel wywrócił oczami, przetarł twarz i westchnąwszy głośno wyszedł z wagonu. — Nie jestem twoim służącym — burknął do niej, a ta jedynie pomachała mu ręką na znak, by się sprężał.
   Przyjrzeli się kobiecie. Była ubrana w puchową granatową kurtkę i czapkę z pomponem o dość niepokojącym rozmiarze. Miała bystre, przymrużone oczy i twarz usłaną mnóstwem blizn i szram. Pewne siebie i groźne spojrzenie omiotło wagon, zupełnie jakby we wszystkim doszukiwała się niebezpieczeństw. Albo yeti.
   — Od czego zaczynamy? — spytała wbijając spojrzenie w dzieci, które nadal próbowały przetworzyć informację, że przez cały ten czas na dachu pociągu siedziała jakaś straszna pani.
   — Podstawy. 
   — No więc — zaczęła — dużo tego ni będzie. Nie chce mi się robić wykładu, więc macie to. — podała im pognieciony kawałek papieru zapisany jaskrawym różem.

ZASADA PIERWSZA: Wyłącz telefon/radio/jakikolwiek sprzęt. Niektóre stworzenia reagują na nie dość agresywnie. 
ZASADA DRUGA: Nie drzeć mordy.
ZASADA TRZECIA: Zgaś światła.
ZASADA CZWARTA: Zasłoń wszystko.
ZASADA PIĄTA: Gdy mamy do czynienia z inteligentniejszym gównem, plackiem na ziemię.
ZASADA SZÓSTA: Gdy jakimś cudem do pociągu dostanie się więcej niż pięć ghuli, macie przesrane. 
Powodzenia!
przyda się

   W ten właśnie sposób nasi bohaterowie stracili wszelką wiarę w ludzkość, proszę państwa. Wiem, że ten róż jebie po oczach, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać.

   — Wszystko wyłączone i pozasłaniane? — spytała dziarskim tonem pijąc kakao. Kiwnęli głowami. Momo miauknął. Nie wyglądali na szczególnie zadowolonych. Gabriel siedział w kącie naburmuszony, Juni ściskał zapalniczkę, Ryuu dawała sobie samej przemówienie motywacyjne JUST DO IT, a Pan Shinobi bawił się brelokiem od kluczy ze znudzoną miną.
   — Stanowczo za mało mi za to płacą — masowała sobie skronie — Z wykształcenia jestem biologiem... Nigdy bym nie pomyślała, że wpakuję się w jakiś nawiedzony szajs. — wyjaśniła po chwili. 
Różnie bywa.
   Góra i tunel były już dobrze widoczne. Juni i Ryuu jakby skuleni w sobie usiedli na swoje miejsca ściskając się za ręce. Zumuora. Cóż za ciekawa nazwa. Trochę kiczowata, ale nie wnikali. Nie ich problem.


Da End

Mogłam skończyć to wcześniej, ale ostatnio wkręciłam się w moje nowe OTP - Kagehina.
lol
Nawet nie lubię siatkówki
toleruję
serio, no hate
po prostu nie przepadam
może jak zacznę oglądać Haikyuu to zacznę przepadać
załamuję sama siebie

[EDIT] minęło kilka miesięcy i zaczęłam lubić siatkówkę. 
magia.
yas.
dostawanie piłką w twarz już nie jest takie bolesne.

Komentarze

  1. Witaj! Właśnie pojawiłam się na twoim blogu... i raczej zostanę na dłużej! Podoba mi się, jak piszesz - ciekawie, gładko, bardzo szybko się czyta, masz bardzo fajny język opisów i zryte poczucie humoru, trochę jak ja xD Poza tym Ozzy w sountracku i pociągi, więc jestem w domu.
    Jedyne, co mogę doradzić, to zmienienie tła posta na nieprzezroczyste - przy tak wzorzystej grafice tekst staje się słabo czytelny.
    To chyba tyle. Czekam na następne rozdziały! Widziałam, że obserwujesz mojego bloga, więc chyba nie muszę zapraszać, ale pojawiły się nowe rozdziały :)
    http://preludiumofwyverntrylogy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak ucieszył mnie ten komentarz! To serio motywuje, a jako że mam naturę perfidnego lenia... ojj dużo będzie rwania kartek i walenia głową o ścianę.
      Pozdrawiam :>
      ~Niech budyń będzie z Tobą, weny życzę.

      Usuń
  2. Ten oto blog urzekł mnie chorą, niezwykle interesującą treścią. Twój styl pisania jest niezwykle przyjemny, a fabuła niezwykle wciągająca
    Osobiście padłam przy regułach dotyczących pociągu oraz przy sławetnym JUST DO IT
    Dobra, a teraz tak mega nieoficjalnie
    Kochana, opowiadanie jest tak, wciągające, że czuję, jakbym chodziła po roztopionych krówkach
    wiesz o co mi b XDDD
    Naprawdę szacun, że umiesz pisać coś tak pogmatwanego
    Ja bym nie nadążyła z tyloma wątkami
    a pociski na siebie są takie relatable, że mogę się sama z nimi utożsamiać
    Nic, tylko czytać i czytać :3

    OdpowiedzUsuń
  3. ,,Jeszcze pięć rozdziałów temu w ogóle nie wiedzieli o co chodzi. Trudno się mówi. Nie mieli wyjścia. Może autorka skończy z tym lenistwem i jeszcze coś dopisze.” Rozbawiają mnie nieźle takie wstawki.
    Błagam, nie przypominaj mi o matmie. Mam uczulenie na nią, co oznacza jutrzejszą wysypkę. ;P
    ,,Dalszą część tej ciamci-ramci przeczytacie po reklamie.” Po. prostu. ZMARTWYCHWSTAŁAM. (Jak się zastanowić, dziwne, że to jest zapisywane razem.) A potem prawie połknęłam pastylkę do ssania (Septolete plus) – w reakcji na późniejszy tekst. Tak, nie dość, że katar, to jeszcze gardło. Uwielbiam Twoje reklamy, hahahe! Przywracają mnie na chwilę do życia. (:
    Ja tam nigdy nie mam siebie dość, ale... kiedy będę miała siebie dość, a ja wiem, że to już niedługo. ;P Tak, Agniecha w głowie mej się wałęsa. Taki wałęsak pospolity. ;P
    Tak, mogę potwierdzić – yeti istnieje we wszystkim, co się rusza i nie rusza.
    Gabriel zwalił mnie z nóg.
    Nie, tylko nie senpai.
    Ten róż przywodzi na myśl mi... pink fluffy unicorn dancing on rainbows. Tia. ;P
    ,,Zumuora” jest kiczowate? 0.0 Na początku przeczytałam ,,Zmuora” i miałam niezłą minę – takie ,,ale co?!”
    Ja raczej piłką w twarz nie dostaję, jednak za siatkówką nie przepadam. Bo tak. Przypomniała mi się zabawna sytuacja, kiedy to ja i kilka dziewczyn nie ćwiczyłyśmy na wuefie. Oglądałyśmy, jak chłopaki grają w siatkówkę. A one usiadły w złym miejscu i się dziwiły, dlaczego nie chcę razem z nimi siedzieć. A potem dostawały piłką, aż się przeniosły. Zdarzyło się to bodajże na początku gimnazjum.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 13 |Arc4|

Rozdział 1 |Arc1|

Rozdział 14 |Arc4