Rozdział 1 |Arc1|
Rozdział 1
Najważniejsze decyzje zazwyczaj podejmuje się w najmniej ważnych momentach
Ryuu westchnęła. Czemu musiała być
jednym z głównych bohaterów w jakimś opowiadaniu
drugiej kategorii? Nie no, autorka mogłaby w końcu wziąć się w
garść.
Dziewczynka zestresowana siedziała w
tej chwili w swoim ukochanym czerwonym fotelu, pijąc już czwartą herbatę. Ogień trzaskał wesoło w kominku, wypełniając salon przyjemną aurą.
Juni'ego wywiało na zajęcia dodatkowe, a ona sama cieszyła się
chwilą ciszy. Nie szło jej zbyt dobrze. Była pewna sprawa, która
zajmowała jej myśli całkowicie.Niedługo mieli wrócić jej rodzice. Była trochę wkurzona. Tata obiecał jej, że nauczy ją hakować konta na Myspace. Spojrzała na zegarek. Spóźniali się już półtorej godziny. Nic dziwnego. Zawsze to robili. Zwykle przez to, że są korki albo przez tatę, który znowu pomylił drogę.
Przecież mogli zadzwonić.
Wcześniej tak robili...
Przypomniała sobie
ich wczorajszą rozmowę. Uśmiechnęła się mimowolnie.
— Jesteś pewna? Wujek Al mówił mi o tej aferze ze śmietnikami. — przez słuchawkę rozległ się zmartwiony głos jej mamy.
—To
się wydarzyło dawno temu — Ryuu machnęła lekceważąco ręką. — Zgasiliśmy ogień, w każdym razie, to i tak była wina wujka,
bo to on je podpalił.
— Tak się cieszę.
Później go opieprzę. — dało się wyczuć ulgę w jej głosie. — A odwiedza
was?
— No
jacha. Trzy razy w tygodniu. Jest zabawnie.
Naomi
zaniepokoiła się. Znała swoją córkę, a słowa „jest
zabawnie” w jej ustach mogły oznaczać jedynie coś
niebezpiecznego i najprawdopodobniej nielegalnego.
— Kiedy
przyjedziecie? — Jutro około szesnastej. Musimy kończyć, pozdrów Juni'ego.
— Przekażę, pa.
Rozmowa
zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła, zostawiając
nastolatkę pełną nadziei.
Odezwała się jedynie sekretarka. Zaczęła głośno sączyć herbatę.
To chyba jakiś żart.
Spróbowała ponownie. Znowu nic. Herbata znikała w zastraszającym tempie. Może i była paranoikiem, ale w tej chwili czuła prawdziwy strach. Zwykle był włączony.
Nienienienienienienie... pewnie się rozładował.
Od natłoku emocji zbyt agresywnie odstawiła telefon. Spojrzała na zegar. Kwadrans do szóstej. Wymamrotała parę przekleństw i ułożyła się wygodniej w fotelu. Rozejrzała się, wodząc wzrokiem po ciemnozielonych ścianach i ciemnobrązowych meblach. Upiła kolejny łyk i powoli zaczęła się rozluźniać.
Utkwiła wzrok w drzwiach.
Utkwiła wzrok w drzwiach.
Jak na zawołanie, drzwi otworzyły się. Do salonu wszedł rozradowany Juni. Zakrztusiła się.
— Yo! — zawołał energicznie i szybkim ruchem zrzucił plecak na podłogę.
— 'Bry. — przywitała go Ryuu, patrząc na niego spode łba,wycierając sobie mokrą twarz rękawem.
Chłopak rozejrzał się po pokoju. Ujrzał jedynie swoją niewyspaną, uwaloną w fusach od herbaty kuzynkę, ich kota leżącego na kominku oraz puste stoły i krzesła
— Czyli jeszcze ich nie ma? — westchnął. Dziewczynka kiwnęła głową i wskazała na drugi fotel, by usiadł. Gdy tylko Juni zajął miejsce, jego uwagę przykuł komputer leżący na podłodze i porozwalane wokół niego książki i podręczniki.
— Ktoś tu się uczy hakowanka, co? Nie wiedziałem, że taki z ciebie nerd. — po tych słowach, Ryuu była gotowa wylać na niego wrzącą wodę. Akurat zostało trochę w czajniku.
Zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć mu jakąś ciętą ripostą, rozległo się walenie do drzwi.
— Ktoś tu się uczy hakowanka, co? Nie wiedziałem, że taki z ciebie nerd. — po tych słowach, Ryuu była gotowa wylać na niego wrzącą wodę. Akurat zostało trochę w czajniku.
Zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć mu jakąś ciętą ripostą, rozległo się walenie do drzwi.
W ułamku sekundy do pokoju wpadł wujek Al, cały zdyszany i poraniony.
— Weź człowieku ściągnij, kuźwa, te słuchawki, bo cię wołam, a ty nic! — zwrócił się do okularnika.
Juni zażenowany wymamrotał krótkie "sorka".
Al był bratem matki Ryuu i ojca Juni'ego. Najmłodszy i najmniej odpowiedzialny z całej trójki. Miał dwadzieścia sześć lat, dobrą posadę jako podróżnik i kompletny brak umiejętności rozróżniania nielegalnego od legalnego, więc blizny i zadrapania na jego ciele już dawno przestały ich niepokoić.
— Co się stało? — zapytała podenerwowana Ryuu. Wujek naprawdę wyglądał inaczej niż zwykle. Jego przydługie, nieco brudne blond włosy sterczały na wszystkie strony, brązowe oczy były czujniejsze niż zazwyczaj, a twarz zdobił grymas przerażenia.
Mężczyzna pogładził się po nieogolonej brodzie.
— Pakować się. Jutro wyjeżdżamy, a szybko tu nie wrócicie.
Dzieci spojrzały po sobie, nie wiedząc czy żartuje, czy nie. Facet był zdolny do wszystkiego.
— A co z rodzicami?
— Przysłali mnie tu. To dość skomplikowane.
Cisza.
— Przysłali mnie tu. To dość skomplikowane.
Cisza.
— No już! — ponaglił ich. — Na górę! Później wyjaśnię.
Pobiegli zdezorientowani do swoich pokoi. Gdzie jadą i po co? Co z ich szkołą? I czy w ogóle wuja miał prawo jazdy? Ryuu zaczęła w pośpiechu składać najpotrzebniejsze ubrania. Żałowała, że wcześniej nie posprzątała. Po skończeniu, popędziła do łazienki po resztę rzeczy. Zabrała ubrania z suszarki, ręcznik swój i Juni'ego oraz oczojebną kosmetyczkę w kształcie kota.
Odetchnęła z ulgą. Przynajmniej zrobili zakupy, a wujek zachowywał się tak, jakby mieli już tu nie wrócić.
— Cholera, no gdzie to jest? — mruknęła pod nosem przeszukując szafki. Szukała swojego plecaka.
Zgadza się, plecaka. Niektórzy mogliby się zdziwić. Jak ona to zmieści? Otóż ów plecak zwykłym plecakiem nie był. Należał do jej ojca, który wcześniej zabezpieczył go paroma zaklęciami, choć właściwie nie musiał.
Wyroby firmy Billy&Ben's cieszyły się ogromną popularnością. Trik polegał na tym, że były międzywymiarowe, co pozwalało schować w nich więcej, niż się dało udźwignąć. Na upartego można było z nich korzystać również jako portali, ale o tym kiedy indziej.
— Bingo! — wykrzyknęła, odnajdując zgubę. Nie był większy od zwykłego plecaka szkolnego. Był w kolorze khaki, ulubionej barwie jej taty. Miała nadzieję, że nie obrazi się, że bierze jego rzeczy.
Po wróceniu do pokoju, zebrała z półki swoje ulubione książki i mangi. Nie obyło się również bez elektroniki. Po skończeniu stwierdziła, że plecak nie zapełnił się nawet do połowy.
Nie miała zbyt wielu rzeczy. Była minimalistką. Nie dotyczyło to jednak książek.
Z żalem zobaczyła, że wszystkich nie spakuje. Markotnym wzrokiem omiotła swoje łóżko i biurko. Lubiła tu spędzać czas. Lubiła patrzeć na ściany, które własnoręcznie malowała. Jej schronienie, w którym mogła się zaszyć, kiedy wszystko dookoła zaczynało ją wnerwiać.
Ona, książki, wi-fi i kot - perfekcyjne połączenie.
Pogodzona ze swoim losem, wyszła z pokoju. O jej nogę otarł się Momo, jej kot. Spojrzał na nią złotymi tęczówkami, zupełnie jakby się pytał o co chodzi. Podniosła rudego futrzaka i pogłaskała go po główce.
— No tak, karma... — wymamrotała.
Nadal niosąc kota, zeszła po schodach. Na dole czekał Juni. Wuja biegał po pokojach i wyłączał co się dało.
— O karmę i kuwetę się nie martw — Juni poprawił okulary. Wskazał za okno. Na podjeździe, ni stąd, ni zowąd pojawiło się auto.
— Szybko się spakowaliście. — stwierdziła, patrząc na torbę podróżną, którą trzymał. Również firmy Billy&Ben's. Okularnik miał o tyle lepiej, że miał własną.
— Pakowałem co mi się pod rękę podwinęło! — zaśmiał się.
Spojrzeli na Al'a, który próbował zgasić kominek. Ryuu westchnęła i pstryknęła palcami. Ogień momentalnie znikł. Mężczyzna spojrzał na nią z wyrzutem.
Spojrzeli na Al'a, który próbował zgasić kominek. Ryuu westchnęła i pstryknęła palcami. Ogień momentalnie znikł. Mężczyzna spojrzał na nią z wyrzutem.
— Spakowani?
Dzieci kiwnęły głowami.
— To do śpiworów, są w korytarzu. Musimy się wyspać.
Wszystko było już pogaszone. Ogarnęła ich dziwna melancholia. Zupełnie, jakby mieli coś stracić. Nie chcieli wyjeżdżać. Wszystko działo się zbyt szybko. Ryuu ścisnęła dłoń kuzyna. Juniper odwzajemnił uścisk. Nie było już odwrotu.
Wszystko było już pogaszone. Ogarnęła ich dziwna melancholia. Zupełnie, jakby mieli coś stracić. Nie chcieli wyjeżdżać. Wszystko działo się zbyt szybko. Ryuu ścisnęła dłoń kuzyna. Juniper odwzajemnił uścisk. Nie było już odwrotu.
I właśnie tak kończy się pierwszy rozdział tego dziwnego tworu. 😎
Założę się, że jest tu pierdyliard błędów, ale jak mi się zachcę, to poprawię.
Proszę o konstruktywną krytykę, jeżeli ktoś to czyta. 💩
~Dobranoc. Niech budyń będzie z Wami! 🍦
"I czy w ogóle wuj miał prawo jazdy? " oraz "Ona, książki, wi-fi i kot - perfekcyjne połączenie." Jakoś mnie urzekły swoim pięknem. <3 Bardzo podoba mi się twój styl, chociaż jakieś podstawowe błędy są (na przykład zwykle dajesz apostrofy kiedy nie są potrzebne). I już kocham Ala, od tego momentu jest moja ulubioną postacią i mam wrażenie że się na tym miejscu utrzyma. Lecę czytać dalej. ^^
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że ktoś wychwycił błędy. Postaram się poprawić niektóre, bo czasem wychodzi ze mnie anarchista i często robię jeden czy dwa specjalnie XD. Wyjątkiem jest jedynie szatańska interpunkcja :')
UsuńPozdru z rowu pod mostu~
Nie oczekuj, że szybko wszystko nadrobię. Naprawdę, nie oczekuj. Trafiłam tu przypadkiem i jakoś mnie korciło do przeczytania. (:
OdpowiedzUsuńŚwietnie, wujek nie ma prawa jazdy, a w dodatku nie planuje odwieźć Juniego i Ryuu do domu. Niby facet powiedział, że ,,prędko nie wrócą”, ale skoro nie odróżnia legalnego od nielegalnego... pewnie wlazł jakiemuś typkowi tak za skórę, że zupełnie ocaliłoby go jedynie mieszkanie w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. A może i, kurdabelek, nie! (;
Niezłą minę miałam, kiedy przeczytałam o istnieniu takiego wynalazku jak plecak międzywymiarowy. Gałki oczne wyszły na wierz i się ugotowały po prostu. ;D
Żebyś wiedziała, co ja miałam ostatnio z plecakiem. Myślałam, że się nie znajdzie!
Cóż, każdy ma swoje dziwactwa albo przynajmniej dziwnego członka rodziny :') Bachory będą miały pecha.
UsuńCieszę się, że Cię korciło do przeczytania. Staram się zachęcać ludzi i reklamować swoje blogo-coś gdziekolwiek się da (mocne iks de)
Fakt, plecaki bywają wyjątkowo problematyczne. Mi się nie zgubił, ale się prawie przedziurawił i jakoś dziwnie pachnie.
~ Pozdrowienia z kanapy