Rozdział 2 |Arc1|

Rozdział 2

Daj dziecku kebab, licz się z konsekwencjami

   Był dziewiętnasty września. Godzina dwudziesta dwadzieścia dwa. Trójka ludzi jechała samochodem po pustej drodze w lesie. Jechali szybko, z głośno nastawionym radiem. Blond włosy mężczyzna w kapeluszu Indiany Jones'a włączył kanał informacyjny.
   Ryuu ziewnęła i przetarła oczy. Juniper również ziewnął i podrapał się po nosie. Byli zdecydowanie zbyt spokojni, stwierdził Al, przyglądając się im w odbiciu lusterka. Cała sytuacja działa się zbyt szybko, by mogła do nich dotrzeć w pełni.
   Zaczęło się ściemniać. Uwadze dzieci nie umknęło, że ich wuja z minuty na minutę coraz bardziej się stresował.
   — Wyglądasz, jakbyś miał zatwardzenie — stwierdziła Ryuu, wychylając się, by lepiej mu się przyjrzeć. 
   — Co ci?
   — Po prostu zjadłem coś dziwnego... To nic takiego. — rzucił dziwnie wysokim głosem
   Ryuu uniosła podejrzliwie brwi, a Juni tylko westchnął.
   — Przynajmniej nie zarzygaj auta, z tego co wiem, pożyczyłeś je od wujka Rin'a.
   Mężczyzna w duchu odetchnął z ulgą.
   Z plecaka zielonookiej wyskoczył Momo. Miauknął cicho i ocierając się o nogę Juni'ego usadowił się pomiędzy nimi i zaczął leniwie machać ogonem. Ryuu podrapała go za uchem, za co kot zamruczał wdzięcznie.
   — Daleko jeszcze? — zapytali jednocześnie, wpijając wzrok w Al'a. Ten tylko westchnął.
   — Tak. Daleko. — odrzekł oschle, by uniknąć dalszych pytań.
   Zapanowała upragniona chwila ciszy. Wreszcie mógł się skupić na drodze. Rozluźnił się, a jego umysł wypełniły pozytywne myśli.
   — Nie wydaje wam się, że te samochody za nami jadą? — okularnik wskazał na dwa czarne auta za nimi. Jedno po prawej, drugie po lewej. Dziewczyna kiwnęła głową i przykleiła nos do szyby.
   — Chamy mają przyciemnione okna — prychnęła. — Nie mają też tablic rejestracyjnych. Co ty wujek odwaliłeś, że cię śledzą?
   Shit.
   Al nic nie odpowiedział i jedynie dodał gazu. Samochody również przyspieszyły. Zaklął i spojrzał w boczne lusterko.
   — Pochylcie się. Może was nie zauważyli.
   Dzieci zrobiły to, co kazał, a następnie zaczęły zasypywać go masą pytań.
   — Znasz ich?
   — Kim oni są?
   — Dokąd jedziemy?

   Znowu ich zignorował. Skręcił w jedną z bocznych dróg. Zacisnął ręce na kierownicy tak mocno, że zbielały mu knykcie. Krople potu ściekały mu po twarzy. Ciągle za nimi jechali. Starał się ich zgubić, wjeżdżając na coraz to inne, bardziej tłoczne i rozgałęziające się drogi. Jednak nieważne jak się starał, czarne auta zawsze go doganiały.
   Wyszczerzył zęby w przerażającym uśmiechu.
   — Trzymać się. Teraz pozbędziemy się chujów na zawsze. — oznajmił.
   Juni i Ryuu spojrzeli na niego, nie za bardzo wiedząc, co o tym myśleć.
   To się nazywa postawa „I'm done with this shit”.
   Przyspieszyli jeszcze bardziej. Samochód ruszył z piskiem opon, a dla lepszego efektu, Al podgłośnił radio. Czemu jeszcze nie zgarnęła ich policja? Skręcali to w lewo, to w prawo, mknąc z niewyobrażalną, jak dotąd przynajmniej dla nich, szybkością. Jeśli Ryuu miała być szczera, cała sytuacja intrygowała ją i bawiła jednocześnie. Poczucie strachu i chęć otrzymania odpowiedzi na swoje pytania nagle znikła, ustępując głupiemu uśmiechowi na jej twarzy. Słysząc znajomy rytm z odbiornika, zaczęła głośno śpiewać razem z Al'em.

Niektórzy lubią piękne, doskonałe i ładne
Ja widzę dobro w złym i brzydkim
Potrzebuję głośności o jeden wyższej niż dziesięć
Wciskam gaz do dechy, wskazówka na czerwonym
Jeśli okna się nie trzęsą, przyspieszając bicie serca
Jeśli nie czuję tego w sercu,
Jestem w cholernie złym miejscu

   Skręcili ostro w lewo. Juni zaczął krzyczeć.

Mieć demona w duszy
I głos w swojej głowie
Mówiący „dawaj, dawaj, dawaj”, wyśpię się po śmierci
Jest takie połączenie dźwięków, które rzuca mnie na kolana
I jest ktoś nisko pod nami, kto potrzebuje mojego współczucia
Dzwoni mi w uszach, chyba zaraz mi pękną
Krzycząc „alleluja, kutasiarzu, bierz mnie do kościoła

   Juniper nigdy nie jeździł tą drogą. Była zadbana, nie było żadnych wybojów. Na chwilę się wychylił, starając się ignorować histeryczny śmiech swojej kuzynki. Okolicy również nie poznawał, choć to może była wina tego, że było już ciemno. Czy to możliwe, że byli już tak daleko od miasta? Spojrzał w stronę czarnych aut. Zostawały w tyle, co go uspokoiło.
   Wszędzie było pusto. Jeśli ich złapią i zaatakują, nikt im nie pomoże. 
   No pięknie.
   Wytężył wzrok. Z tego co widział, niedługo mieli wjechać na wysoki wiadukt. Okolica stawała się coraz bardziej górzysta. Czyli jechali na północ. Może jadą do rodziców Ryuu? Z tego co wiedział, oni też tam jechali.

Nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił.



Trza pisać póki ma się wenę. Mało kto to czyta, ale łatwo się mnie nie pozbędziecie. ☝ ✌
~Dobranoc.

Komentarze

  1. Typków nie zgarnęła policja, bo jej tam nie było...? Aż mi się przypomina dzisiejsza sytuacja, kiedy to przeszłyśmy ze znajomą przez ulicę na czerwonym, a za chwilę jechała policja. I takie ,,ło kuurde!”
    Tekst tego utworu genialny! Mam co śpiewać na zajęciach!
    Mała uwaga – jeśli nie ma w tekście osoby ,,dominującej” (z której punktu widzenia prowadzona jest opowieść), radzę Ci nie używać angielskiego. Jakaś osoba może myśleć po angielsku, to się zgodzę, ale tutaj takie angielskie wstawki nie pasują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za radę! Postaram się ograniczyć te wstawki :D Przynajmniej w tych nowszych rozdziałach jak na razie
      Ohohohohooo... Ktoś tu polubił Halestorm? Pjona!
      ~ Pozdrowienia spod szafy ~

      Usuń
    2. A coś Ty robiła pod szafą? ;P

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 13 |Arc4|

Rozdział 1 |Arc1|

Rozdział 14 |Arc4