Rozdział 5 |Arc2|

Rozdział 5

Ekspres Donikąd

   Spanikowani szli do przodu. Pan Shinobi nie przestawał się uśmiechać. Jego gitara gdzieś zniknęła, zapewne za pomocą najskuteczniejszego znanego im środku - magii. Wyjął z kieszeni telefon.
   — Za chwilę macie pociąg. Nie będziecie mieli nic przeciwko, jeśli wam potowarzyszę? 
Kiwnęli głowami. Mężczyzna rozpromienił się. Poprawił opadającą na prawo grzywkę i zamaszystym ruchem wyciągnął znikąd czerwony szal. Ładny był. Znaczy się szalik. Słabość do czerwonych rzeczy była rodzinna.
   — Czemu nas śledziłeś? — zagadnęła Ryuu. Shinobi położył rękę na ramieniu Juni'ego, który momentalnie się wzdrygnął. 
   — Nikt o zdrowych zmysłach nie jeździ w takie miejsca jak Rhein. To wolne, piękne, ale i niebezpieczne miasto. Prawa  w takich miejscach... nie do końca działają. Jesteście pierwszymi smarkaczami, które tam jadą. Polubiłem was. Szkoda by było, gdybyście się pozabijali.
Gdzie do chuja pana wysłali ich rodzice?!
   Postanowili nie drążyć dalej, bo inaczej wkopaliby się głębiej, niż by chcieli. 
   Zanim się obejrzeli, byli już na dworcu. Było wyjątkowo pusto. Nie wiedzieli czy się z tego cieszyć, czy może raczej zacząć coś podejrzewać. Oprócz personelu nie widzieli nikogo. 
   — Który peron? — spytał Juni niecierpliwiąc się. Marzyło mu się ciepłe miejsce w pociągu i coś do jedzenia. Trudno się dziwić. Nie znosił zimna, a w tej chwili był całkowicie przemoczony.
   — Dziesiąty. — powiedziała Ryuu. Przetarła oczy i ziewnęła. Jej się chciało jedynie spać. Z plecaka wychylił głowę Momo i otarł się o policzek dziewczyny. Pan Shinobi błyskawicznie wziął kota na ręce i utkwił w nim błyszczące od zachwytu oczy.
   — Co robisz?! Postaw go! — krzyknęła, widząc swojego zdezorientowanego pupila wiszącego w powietrzu.
   — Skąd masz to zwierzę?
   — Jak to skąd? Jest mój! Dostaliśmy go.
Uśmiechnął się pod nosem i pogłaskał kota. Momo zaczął głośno mruczeć i ułożył się wygodnie w rękach ich kompana. Zupełnie, jakby już się znali. Ryuu i Juni zszokowani patrzyli, jak ich zwierzak, leń, totalny tchórz i lokalny troll łasi się do obcego mężczyzny. 
   — Wiecie, by zrozumieć kota, trzeba trochę czasu. Pozwólcie mi go chwilę potrzymać. — oznajmił i z rozmarzonym wyrazem twarzy nie przestawał głaskać zaskakująco spokojnego Momo.
   W to również postanowili nie wnikać.
   — Dobra, koniec. Idziemy. — skwitował całą sytuację Juni i nie oglądając się za siebie skierował się w stronę właściwego peronu. Nie wyglądał na szczęśliwego. Oho, ktoś tu się zdenerwował.
Ryuu i Shinobi ledwo powstrzymywali się od śmiechu. Atmosfera lekko się rozluźniła. Potrzebowali tego, mimo że nieszczególnie zdawali sobie z tego sprawy. Ach, te powtórzenia ze słowami na literę t. Czuję się martwa w środku. Niech ktoś mnie kopnie.
Ignorując narzekanie pseudo-autorki kontynuujmy akcję:
   Wybiła godzina dwunasta. Pan Shinobi wyjął z płaszcza kolejny przedmiot, którym okazał się złoty zegarek kieszonkowy. Co za gust. Lampy zaczęły migać, a stacja powoli rozmazywać. Usłyszeli ciche dudnienie dochodzące z ziemi.
   — Za-czy-na się~ — oznajmił śpiewnym tronem Shinobi, wpatrując się z euforią w swój podręczny tik-tak. Wskazówki poruszały się w niezwykle szybkim tempie to w jedną, to w drugą stronę. 
Peronem coś wstrząsnęło, światła zgasły całkowicie. Momo przerażony wskoczył do plecaka, a Juni i Ryuu wrzasnęli kompletnie nie wiedząc, co się dzieje.
Panowała całkowita ciemność, mimo że nie minęło nawet popołudnie. Dudnienie stawało się coraz głośniejsze. Kilka chwil później na stację wjechał ogromny czarny pociąg rozświetlając cały peron. Zaczął hamować wydając z siebie nieprzyjemny pisk i zgrzyt. Spod jego kół trzaskały iskry.

   W końcu, stanął na stacji w pełnej okazałości. Niewielka część lamp z powrotem się zapaliła. Obskurny dworzec nabrał cieplejszych barw. Dzieci z rozdziawionymi ustami patrzyły jak drzwi pociągu otwierają się. Jedne z nich otworzyła wysoka jasnowłosa kobieta w eleganckiej koszuli z żabotem. Uśmiechnęła się szeroko do Shinobiego. Mężczyzna skłonił się lekko i mrugnął do niej. Juni przewrócił oczami. Najwidoczniej się znali.
   Weszli do wagonu. Nie było w nim przedziałów, jedynie poustawiane na przeciwko siebie fotele w przyjemnym odcieniu czerwieni. Ryuu poczuła się, jakby cofnęła się kilka lat do tyłu. Gdy była mała często jeździła podobnymi pociągami.
   — Czemu tu jest tak pusto? — spytała rozglądając się z wypiekami na twarzy po pomieszczeniu.
   — Mało kto jeździ do Rhein. Trza mieć fizia. — odpowiedział serdecznie młody chłopak w białej koszuli i czarnej kamizelce. Miał radosne złote oczy i ciemną cerę upstrzoną piegami.
   — Jestem Gabriel, członek załogi Ekspresu Donikąd, w skrócie ED. — przedstawił się raźnym tonem.
   Pomysł nazwania pociągu Edek wydał się dziewczynie wspaniały. Z miejsca polubiła Edka i z głupim wyrazem twarzy zaczęła bez konkretnego celu łazić po wagonie. Warunek numer jeden zaliczony. Miała fizia i była z tego dumna.
— A bilety? — kompletnie zapomnieli.
— Tu akurat będą niepotrzebne. — machnął lekceważącą ręką Gabriel .
Interesujące.
— Minęło trochę czasu odkąd przyprowadziłeś tu jakichś świeżaków — odezwała się jasnowłosa kobieta z wcześniej. — Ja również witam. Nazywam się Elise i również jestem członkiem załogi. Życzymy miłej podróży! — dodała, a chwilę potem wyszła razem z Gabrielem z wagonu.
Świeżak? Nie, nie chodzi tu o te z Biedronki. 
   Dzieci postanowiły odłożyć pytania na później i odprężyć się póki jeszcze mogły. 

   — Daleko jeszcze?
   — Nudzi mi się.
   — Jestem głodna. Macie tu papu?
   — O której będziemy?
   — Brzuch mnie boli.
   Pan Shinobi był poddawany ciężkiej próbie. Te pytania znajdowały się na liście jednych z najskuteczniejszych sposobów, by zdenerwować osobę dorosłą. Zwłaszcza wtedy, gdy zadaje się je komuś bez przerwy przez kilka godzin. Zbici z tropu zauważyli, że na jego twarzy wciąż panował niepokojący (przynajmniej według nich) uśmiech.
   — Moja droga, spędziłem kilka lat w towarzystwie pewnego irytującego delikwenta w moim wieku, więc to dla mnie pikuś. — powiedział, widząc ciekawskie spojrzenie Ryuu.
   Wszyscy zaczęli siorbać herbatę wcześniej przygotowaną dla nich przez Elise. Zrobiło się trochę niezręcznie. Juni'emu nagle przypomniały się zdjęcia, które dał im wujek. Dobitnie im powiedział, by nie zdradzali swoich nazwisk i pytali jedynie o ludzi na zdjęciach. Nie mieli pojęcia, że ich rodzice narobili sobie tylu wrogów. Denerwowało ich to, że nawet dokładnie nie wiedzieli na czym polega ich praca. Może powinni zapytać o tych ludzi Shinobiego? Coś mu podpowiadało, że to może być dobry pomysł. Jednak wciąż nie mieli pojęcia czy mogą mu w pełni zaufać. Adidasy w kwiatki wciąż budziły podejrzenia.
   Spojrzał na kuzynkę. Wpatrywała się uparcie w okno. Musiała mrużyć oczy, by cokolwiek zobaczyć przez panujące ciemności. Dzień powoli się kończył.
   — Śnieg? Przecież nawet nie ma października... — mruknęła pod nosem nadal przylepiając nos do szyby.
   — Huh? — Juni również zerknął przez okno. Faktycznie. Padał śnieg.
   — Tutejszy klimat jest dość dziwny. Anomalie pogodowe i tak dalej. Przyzwyczaicie się. — zaśmiał się Shinobi. Jego nieschodzący z twarzy banan powoli zaczynał ich denerwować.
   — No co ty nie powiesz! — prychnęli jednocześnie. Shinobi zaniósł się śmiechem. Po chwili jednak się uspokoił i wytarł załzawione oczy.
   — Ach, młodzież. Zawsze tak ciekawie reagują. — zignorowali uwagę. Facet był najprawdopodobniej znudzony życiem albo zdesperowany i śmiał się ze wszystkiego. Juni'emu zrobiło się go żal. Wyglądał jakby był starszy od nich o maksimum dziesięć lat. Mężczyzna najwidoczniej wyczuł nagły przypływ łaski i współczucie ze strony blondyna, bo wyprostował się, a beztroski wyraz twarzy ustąpił miejsce czemuś ani gorszemu, ani lepszemu - zamyśleniu.
   Ni stąd, ni zowąd do wagonu wpadł Gabriel i pospiesznie wziął się za zasłanianie okien. Gdy skończył, zdyszany podbiegł do nich i podekscytowany oznajmił:
   — Zbliżamy się do Zumuora!
Dzieci pytająco patrzyły to na Shinobiego, to na Gabriela.
   — To taki tunel w górach. Osobom, które nigdy przez niego nie przejeżdżały zaleca się dużą dawkę środków uspokajających, kocyk i najlepiej broń palną. Stary dobry Zumuś nigdy nie zawodzi.
Da End


Ło boziu, człowiek traci sens życia, gdy przez kilka dni musi pisać ten sam rozdział, chociaż mało kto to czyta (komentarze mile widziane). Trudno się mówi. Przynajmniej mam faworki, które zdążył już wylizać mój kot.
Ostatnio wkręciłam się w Bungou Stray Dogs i Voltron:Legendary Defender. Może będzie mały śmieszny fanfik? Powiem tyle: prędzej będę wciągać przez nos cukier puder po faworkach niż powiem, że pojawi się niedługo. Jeśli skończę rozdział dzisiaj, będę mogła bez pretensji do siebie i z czystym sumieniem iść na łyżwy, yo~

Kilka AMV godnych polecenia, które znalazłam na yt:
 




Komentarze

  1. Kiedy autorka sama się dissuje w swoim opowiadaniu, coś pięknego :')
    Poza tym samo opko spoko, poza tym że na samym początku nie mogłam się w tym wszystkim ogarnąć (spokojnie, po prostu jestem słabomyśląca).
    Pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A dziękuję :D
    Dissowanie siebie samej może być naprawdę ciekawą rzeczą. Powiem tyle: bohaterowie tego opka też nie mogli się w tym ogarnąć, ale wariactwo po pewnym czasie łatwo wchodzi w krew. Na łyżwy nie poszłam, bo już za ciepło, a cholerstwo się roztopiło. XD
    Również pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chciałam pytać, kto na końcu lutego chodzi na łyżwy, ale pomyślałam sobie, że w sumie to ja byłam w zeszły weekend i powinnam milczeć xD

      Usuń
  3. Pociąg Edek, świeżaki z biedronki i adidasy w kwiatki, kocham całym swoim brakiem serca. <3 I pozdrawiam kolejną fankę Voltrona!
    Miałam skomentować dopiero na sam koniec, jak doczytam, ale co tam. Jak czytam twoje rozdziały to na twarzostanie mam banan większy i trwalszy niż Shinobi. Kocham twój styl. Kocham twoje opowiadanie. Chyba wykorzystałaś mój limit miłości na następne czternaście lat, nah. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle gdy ktoś kogoś uszczęśliwi, to ta uszczęśliwiona osoba mówi, że ta druga odjęła jej kilka lat życia. Oj, może kiedyś będę mogła tak powiedzieć, bo jak na razie z odjęcia czternastu latek nic by nie wyszło, bo nie było by mnie jeszcze na tym świecie przez następne dwa miesiące. Thank you for reading! :3 Miło, że komuś się podoba. To daje kopa.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 13 |Arc4|

Rozdział 1 |Arc1|

Rozdział 14 |Arc4