Rozdział 7 |Arc2|
Rozdział 7
Przydałoby się krzesło
Strach pożerał ich jak autorka pożera oreo w soboty. Był dwudziesty
trzeci września, najprawdopodobniej dzień ich rychłej śmierci. Pociąg
zbliżał się do tunelu. Korzystali z ostatniej okazji, by spojrzeć na
nocne niebo. Nieco histeryzowali, ale Shinobi nie chciał się czepiać. Po
tygodniu się przyzwyczają.
Tunel
był coraz bliżej. Mężczyzna uniósł delikatnie kącik ust. Wstrzymali
oddech. Roza przeciągnęła się. Załoga już dawno wyszła z wagonu. Mieli
większe zmartwienia niż pilnowanie małolatów.
Wjechali.
Zapadła ciemność.
Co się później stało? Co później widzieli?
Otóż nic się nie działo, nic zobaczyli. Za ciemno było. A co myśleliście? Kurde jumpscare?
— Czemu się nie odzywacie? Pisało tylko, że macie się nie drzeć. — mruknęła kobieta.
Poczuli się zażenowani. Mimo to, nie odezwali się. Roza wywróciła
oczami. Shinobi zaczął wystukiwać jakiś rytm palcami. Wyglądali na na
spokojnych.
Usłyszeli głośny trzask i wyjątkowo nieprzyjemny dla ucha piskliwy
zgrzyt. Ryuu wzdrygnęła się, a Juni zacisnął palce na rękawie jej bluzy.
Pociąg zatrąbił i przyspieszył. Dało się usłyszeć mrożący krew w żyłach
jazgot i wrzask. Coś tąpnęło głucho o dach maszyny. W półmroku
zauważyli, że Roza przyłożyła palec do ust. Mieli być cicho. Kolejne
tąpnięcia, nieco delikatniejsze, łudząco przypominały odgłosy
skradającego się dużego zwierzęcia. Coś zbliżało się do okna, przy
którym siedzieli. Przynajmniej było zasłonięte. Odetchnęli z ulgą, gdy
hałas ustąpił.
Shinobi uniósł dłoń na znak, by nadal się nie odzywali. Chwilę potem
powietrze przeszył pisk i rzężenie. Po zachowaniu tego czegoś, Ryuu
wywnioskowała, że był to ghul. Zmory są prawie bezgłośne, więc
odpadają.
Jeśli miała być szczera, chciało jej się wymiotować. Od pojawienia się
ghula, po ich wagonie rozniósł się odór gnijącego ciała i stęchlizny.
Odurzona ledwo mogła oddychać. Po raz pierwszy chciała mieć katar.
Żałosne i chrapliwe jęki nie cichły. Dyskomfort zdawał się również
udzielać Shinobiemiu, który zasłaniając wcześniej twarz szalikiem
przybliżył się do Ryuu i Juni'ego. Objął ich ramieniem i delikatnie
uścisnął, zupełnie jakby wyczuwał ich strach.
"Będzie dobrze".
Bezgłośnie
wypowiedziane słowa, które dodały im otuchy. Roza również rozluźniła
rękę, w której trzymała sztylet. Nie byli pewni, czy tak mały przedmiot
przyda się w obronie przed czymś takim, ale w krótkim czasie zdążyli się
przekonać, że ta kobieta była zdolna do wszystkiego.
W wagonie robiło się coraz zimniej i ciemniej. W całym tunelu już nic
się nie paliło. Charczenie ustąpiło jękom i szeptom siłą wdzierającym
się do głowy. Ryczenie, lament pomieszane z niepokojącymi
słowami mówionymi w jakimś obcym języku.
Poczuli się wyczerpani i wyzuci z energii. Roza zgięła się wpół i
mruczała pod nosem niezrozumiałe słowa. Ryuu i Juni wtulili się w
kompana. Zdumiewające, co trzeba przejść, by zaufać człowiekowi, którego
się poznało kilka dni wcześniej. Chłód z każdą minutą stawał się coraz
silniejszy. Mimo tego, Ryuu rozluźniła się i wzięła głęboki oddech. Ona i
Juni wiedzieli o takich rzeczach więcej, niż się im zdawało.
Byli świadkami iluzji stworzonej przez istoty zamieszkujące tunel.
Powstawała ona za pomocą niewyobrażalnie dużej ilości negatywnych emocji
i jakżeby inaczej, potępionych dusz, które nie mogły zaznać spokoju.
Siedzenie w nawiedzonym pociągu przejeżdżającym przez nawiedzony tunel.
Ach, cóż za wspaniały sposób na spędzenie dnia. Przynajmniej nie
musieli się kisić w szkole. To chyba jedyna zaleta tej całej wycieczki.
Na samą myśl o algebrze Juni'emu przechodziły ciarki. Kichnął i wytarł
nos rękawem. Sytuacja w której się teraz znajdował pasowała mu o wiele
bardziej.
Niedługo potem przyzwyczaili się do zimna i przytłaczającej atmosfery.
Nie było żadnego drapania i wycia, co ich niewyobrażalnie ucieszyło. Z
tego co dowiedzieli się od Rozy, do końca tunelu musieli zachować spokój
i mieć wszystko wyłączone. Nieco to ich zawiodło. Podobno wiele z tych
stworzeń można było łatwo uwiecznić na filmie lub zdjęciu. Niestety to
nie Discovery Science czy TLC. Byli tylko bachorami bez konkretnego
pomysłu na przeżycie tego szajsu. Nie mieli szans, ale kogo to obchodzi.
Dostali chrupki, uciekali przed facetami w czerni, poznali świra z
gitarą i podróżowali szalonym ciuch-ciuchem, więc nie było tak źle.
Dopiero godzinę później chłód ustąpił gryzącej i jednocześnie
nieznośnie słodkiej woni. Znowu było im niedobrze. Usłyszeli stukanie i
skrzypy. Były delikatniejsze od odgłosów, które powodowały ghule, ale
wyczuli w nich coś niepokojącego.
Po pociągu rozszedł się przeszywający krzyk przypominający skrzek kilku
ludzi o wyjątkowo piskliwym i zniekształconym głosie.
Ponownie przeszedł ich dreszcz. Ryuu zasłoniła uszy. Coś drapało
olbrzymimi pazurami o ścianę pociągu. Kojarzyło im się to z drażniącym
dźwiękiem czyichś paznokci szorujących po tablicy. Szuranie i pisk
narastały, jeszcze bardziej ich denerwując. Juni otworzył usta w niemym
krzyku, a Shinobi skrzywił się. Roza zatkała sobie uszy kawałkiem waty.
Ryuu wątpiła, że to coś dawało. Hałas wdzierał się do ich głów. Gdyby
nie siedzieli, zapewne już dawno leżeliby na podłodzę wyczerpani i
skonani ciągłym jazgotem. Już teraz było im ciężko.
Nie potrafiła rozpoznać jakie monstrum robiło tyle bajzlu. Do głowy
przychodziła jej jedynie banshee i strzyga, ale po chwili zauważyła, że
niestety dzieli je wiele różnic. Banshee potrafiła wrzeszczeć i
krzyczeć, ale nie miała ciała. Była duchem, widmem i zaledwie cieniem,
który zwiastował śmierć. Strzygi były dyskretniejsze, atakowały osobno, a
dźwięki nad nimi świadczyły o obecności co najmniej trzech stworzeń.
Co za fanatycy.
Ryuu
nigdy nie przypuszczała, że bajki, które w tajemnicy czytała na
wudeżetach się jej kiedyś przydadzą. Właściwie to powinna się cieszyć,
że rekomendacje na wattpadzie działały jak należy.
***
— Za jakieś czterdzieści minut
wyjedziemy. — oznajmiła nagle Roza.
— Właściwie... to jak długi jest ten
ten tunel?
— Wystarczająco długi, by oszaleć i
w nim zginąć. — odparła. Juni milczał. — Dwadzieścia kilometrów. — sprecyzowała. —
Nie powiem, wenę mieli. Nie jestem w stu
procentach pewna czy zbudowali to jedynie ludzie, ale odwalili kawał
dobrej roboty. Miejscowi są dość nerwowi. Mówię ci, ostatnio widziałam
dwóch farmerów oblewających wodą święconą wejście do lasu. Pomysł
niezgorszy, lecz przy takiej ilości nawiedzonego gówna, niewiele to
zdziała. Co najwyżej rozjuszy. Egzorcyzmów też nikt nie chce robić, bo
za duży teren. W takich sytuacjach mówi się trudno i prosi się o pomoc
ludzi takich jak ja - przewodników. Jesteśmy idiotami, którzy
dobrowolnie skazali się na wyrok śmierci.
Za jakie grzechy...
Ja już chcę do Rhein...
Da End
Razy dwaaa.
MYŚLAŁAŚ, ŻE CIĘ ZOSTAWIĘ!? Nic z tego!
OdpowiedzUsuńNo więc... *ekhem*
Jajebix XD Szalony ciuch-ciuch wygrał życie. To określenie mnie zabiło i dobiło jednocześnie. Oficjalnie od dzisiaj tylko tak mówię na pociągi.
No i mam maluśkie pytanko.
KIEDY DOWIEMY SIĘ, KIM JEST PAN SHINOBI? ZNACZY TAK DOKŁADNIEJ?
A powtórzeń to nie zauważyłam, na pierwszy rzut oka jest bardzo git. A musisz wiedzieć, że jestem trochę gramatyczną nazistką.
No to w sumie tyle. Buziaczki~ ♥
Miło mi słyszeć, że kogoś dobiłam XD Miło mi również słyszeć, że ktoś inny podziela miłość do szalonych ciuch-ciuchów. Tą część opowieści traktuję jak coś w rodzaju bardzo długiego prologu/sezonu zerowego, więc dopiero jak akcja w Rhein się rozkręci (11-12 rozdział, jeśli się sprężę), to w pełni poznamy kim jest ten świr. W każdym razie, planuję napisać rozdział poświęcony w całości jemu i postaciom, które będą stanowiły ważną część fabuły.
Usuń~Pozdro z podłogi
,,Odurzona ledwo mogła oddychać. Po raz pierwszy chciała mieć katar.” Pragnę ci przypomnieć, Ryuu, że ostateczny rezultat byłby taki sam.
OdpowiedzUsuń,,... uciekali przed facetami w czerni” - ooh, mam skojarzenia! A ciuch-ciuch bawi okropnie!
Ile czasu spędzasz na Wattpadzie? Też szukasz ,,raka”, jak moja znajoma?