Rozdział 8 |Arc2|
Rozdział 8
Bo najlepiej to się ponabijać
Przenieśmy się na chwilę na jakieś zadupie w górach. W każdym razie... na jakąś górę niedaleko tunelu.
— Te, Lucek, podaj mi te beczki — mruknął Alfred, szef tych ponurych gostków od brudnej roboty. Lucek, zmęczony życiem facet, który utknął tu na trzy miesiące pracy społecznej, westchnął i podał umięśnionemu mężczyźnie ciężki pojemnik. Coś zabulgotało w środku, zbijając go z tropu.
— Co właściwie w tym jest? ( ͡° ͜ʖ ͡°) zmarszczył brwi.
— Nie wiem, i nie chcę wiedzieć. Lokalni gówniarze wrzucali je do tunelu. Prawdopodobnie jakieś radioaktywne gówno. Wystarczyło kilka otwartych i mój brat zaczął się rzucać i rechotać, zupełnie jakby Kowalski znowu zaczął opowiadać te swoje żałosne suchary. Kompletnie mu odwaliło! A głos miał jak wiewiórka, więc lepiej zakryj twarz. Albo po prostu nie oddychaj.
— Co właściwie w tym jest? ( ͡° ͜ʖ ͡°) zmarszczył brwi.
— Nie wiem, i nie chcę wiedzieć. Lokalni gówniarze wrzucali je do tunelu. Prawdopodobnie jakieś radioaktywne gówno. Wystarczyło kilka otwartych i mój brat zaczął się rzucać i rechotać, zupełnie jakby Kowalski znowu zaczął opowiadać te swoje żałosne suchary. Kompletnie mu odwaliło! A głos miał jak wiewiórka, więc lepiej zakryj twarz. Albo po prostu nie oddychaj.
— To posrane jakieś.
— Witamy na zadupiu. — zarechotał Alfred. — Poczekaj. jak jacyś przypadkowi ludzie natkną się na beczkę, to będzie jazda, nie ma co. — zgiął się w pół i przetarł oczy. — A najlepiej, jakby Edzio rozwalił kilka z nich i otruł pasażerów.
— Witamy na zadupiu. — zarechotał Alfred. — Poczekaj. jak jacyś przypadkowi ludzie natkną się na beczkę, to będzie jazda, nie ma co. — zgiął się w pół i przetarł oczy. — A najlepiej, jakby Edzio rozwalił kilka z nich i otruł pasażerów.
***
Działo się dokładnie to, co przepowiedział Alfred. Odurzające opary wdarły się do pociągu, dość gwałtownie zmieniając zachowanie pasażerów. Zmory i upiory najwyraźniej dały sobie spokój. Miały swoją godność. A załoga pociągu? Byli...no cóż.
Jak na gazie.
— Noo to ja jej mówię, że-że go nie kojarzę, a ona mi na to: "Ale że jak to?!" — wykrztusił Juni, trzymając się za brzuch. — No i wtedy się skapnąłem, że lasia mówi o Cyrylu!
Cały pociąg zaniósł się śmiechami i dźwiękami, których pozazdrościć im mogły nawet same ghule. Biedaczki, nie miały na szkołę aktorską.
— AHAH-Ugh-ha! Ja tu zaraz skisnę chy-haa! — wydusiła Ryuu, podnosząc się spod stolika, uderzając się kolejny raz o blat i z powrotem wpadając pod stół. — Też zdarzyło mi się spotkać tą lasię. Poczkaj, jak jej tam... A! Kaśka! Dzięki Ju. To było na biologi. Gadaliśmy co się dzieje z żabami na słońcu. Ta wypaliła, że fotosyntezują. Niezła beka. Skończyło się na tym, że ona ma skrzela, a ja rozmnażam się bezpłciowo.Ach, uroki bycia aseksualnym.
Reszta ryknęła śmiechem. Roza już dawno spadła z fotela, a Pan Shinobi czkał pod nosem, wypiwszy zbyt dużą ilość whiskey wyciągniętej spod siedzenia. Juni mimo wyraźnego zakazu wyjął komórkę i zaczął robić im zdjęcia.
— Teee*hic*, Rozaa, jeśli zajdę w ciążę, będziesz ojcem chrzestnym mojego dzieckaa? — zawył Shinobi, najwyraźniej podchwyciwszy koncept rozmnażania bezpłciowego i in vitro.
— Jasne, no problemo, stary, tylko kto będzie ma-er ojcem dziecka? — zauważyła bystro nieco podpita kobieta.
—Taj*hic*mnica! — zachichotał niczym zgłupiała gimnazjalistka.
— Zaraz rzygnę... — bąknęła Ryuu do Juni'ego. Przedwcześnie osiwiała nastolatka nie miała na myśli jedynie odgłosów, które wydawali jej kompani, ale również swoją chorobę lokomocyjną, która ujawniła się dzięki wyjątkowo szybkim tempie pociągu i telepaniu, które zdawało się już wykraczać poza normę. Tłumacząc na chłopski rozum, przydała by się papierowa torba.
Podczas gdy dorosła część załogi leżała na podłodze i wykrzykiwała obraźliwe opinie o politykach, Juni poklepywał swoją zzieleniałą kuzynkę po plecach. "Już już, wybacz, że zapomniałem lokomotivu".
Momo powoli wyszedł z plecaka, ziewnął i przeciągnął się leniwie. Przespał większość afery i teraz jedynie spoglądał z politowaniem na skutki głupoty ludzkiej.
— Dobra, ludzie, zbierać sprzęt. Niedługo wyjeżdżamy, a ja za godzinę odbieram dzieciaki od brata. — burknęła Roza, przytomniejąc i otrzepując się z kurzu. — I niech ktoś go ogarnie. — wskazała na rozanielonego Shinobiego, który z niewiadomych tulił się do ściany. Jak na zawołanie, do wagonu wszedł Gabriel, chwycił mężczyznę za fraki i dyskretnie trzasnął go w głowę.
— Dziękuję — odchrząknęła.
— Masz dzieci? — zdziwił się Juni, odwracając się w stronę kobiety.
— Ano mam, dwójkę bliźniaków z ADHD. Ailo i Alec. Słodziaki, ale czasami trudno z nimi wytrzymać... — jej twarz momentalnie złagodniała. Uśmiechnęła się do siebie i wyjęła z kieszeni fotografię przedstawiającą dwóch czarnowłosych chłopców w wieku około sześciu lat. Po chwili otrząsnęła się i schowała zdjęcie. Chłopak również się uśmiechnął.
— Muszą być dumni, by mieć taką mamę. — stwierdził. Roza parsknęła śmiechem.
— Trafiłeś w sedno. Są, aż za bardzo. Chcą iść w ślady rodzicielki, ale są na to jeszcze za młodzi. Tylko jak wytłumaczyć dziecku, które jeszcze nie zaczęło szkoły, że ganianie za wampirami jest be, dopóki nie będzie się nawet w stanie unieść zwykłej broni?
Juni już miał zapytać, co miała na myśli mówiąc "zwykła broń", jednak rozmyślił się.
Blondyn spojrzał na kuzynkę, która w tej chwili leżała na siedzeniu i mamrotała coś do Momo, który położył się na jej brzuchu. Kolejny raz przypomniały mu się zdjęcia, które dał im wujek.
— Powiedz, kojarzysz może kogoś z nich? — spytał, pokazując kobiecie zdjęcia. Źrenice Rozy momentalnie zwęziły się, a oczy pociemniały. Na jej twarzy pojawił się nieprzyjemny grymas.
— Tylko z widzenia. — odparła sucho, dając wyraźnie do zrozumienia, że kończy temat. Shinobi zerknął w ich stronę, najwyraźniej jeszcze łapiąc, co się dzieje dookoła. Przez chwilę lustrował wzrokiem Ryuu i Juni'ego, a po chwili odwrócił wzrok i jak gdyby nigdy nic usadowił się na swoim miejscu.
Nagle zrobiło się jaśniej. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Wyjechali z tunelu.
— Witamy w Ver — mruknął Shinobi, chowając twarz przed promieniami wschodzącego słońca.
Ryuu chwiejnie wstała z miejsca i podeszła do okna. Niepewnie rozsunęła zasłony, zupełnie jakby się bała, że coś na nią wyskoczy. Oczy rozbolały ją od ilości zieleni i światła, które migały teraz za szybą. W oddali dostrzegła małe miasto. Otworzyła okno, rozkoszując się świeżym powietrzem wolnym od zapachu whiskey i nieświeżego mięsa.
Na pewno wszystko się ułoży. Będzie dobrze.
Nie była pewna, czy chodziło jej konkretnie o obecną sytuację czy niezwykłą ochotę na zwymiotowanie. Obie rzeczy były okropne.
Pociąg zaczął zwalniać. Powoli zbliżali się do zadbanego i schludnego peronu, który wyraźnie poprawił im humor. Zero pleśni, wściekłych starszych pań czy zombie wandalizujących publiczny transport.
Gdy maszyna zatrzymała się z głośnym piskiem, wszystkie drzwi otworzyły się z hukiem, zupełnie jakby szalony ciuch-ciuch wypraszał ich ze swojego wnętrza. Nie dziwili mu się.
— NA KONIEC ŚWIATA I JESZCZE DALEJJ! — wydarła się Ryuu, zataczając się i chwiejnie wychodząc z pociągu, przy okazji strasząc przechodniów. Chwilę potem znowu zzieleniała, zakryła usta dłonią i pognała łeb na szyję w stronę najbliższego śmietnika. Juni, wzdychając, wyjął butelkę z wodą mineralną i podszedł bliżej, by dodać swojej kuzynce otuchy.
W tym samym czasie Shinobi żegnał się z ekipą Edzia, nadal nietrzeźwy. Elise dyskretnie powstrzymywała się od śmiechu, a Gabriel doszedł do wniosku, że od teraz alkohol będą chować gdzie indziej. Roza stała za nimi, wrzeszcząc na Shinobiego z niewiadomego powodu. Była przytrzymywana przez dwójkę przerażonych konduktorów, którzy pojawili się znikąd.
Po wyjściu z dworca ruszyli leśną ścieżką. Zrobiło się naprawdę ciepło, więc pozdejmowali bluzy i skryli się w cieniu. Ze wszystkich stron otaczały ich góry, nienaturalnie wręcz wielkie głazy i drzewa. W tym miejscu było coś przytłaczającego. Dziwnie powyginane konary przywodziły na myśl te idiotyczne dekoracje do szkolnych przedstawień.
— Jeśli chcesz dostać się do Rhein, masz dwie opcje: albo cały czas kierujesz się na zachód, a potem idziesz zieloną ścieżką przy Babim Truposzu, najwyższej górze w okolicy, albo korzystasz z opuszczonego szlaku turystycznego. — wskazał na szeroką drogę rozpościerającą się przed nimi. — Nie ma co się spieszyć, odpocznijcie trochę. — mówiąc to przysiadł na głazie i rzucił im dwa kieszonkowe kompasy.
— Idę się rozejrzeć — stwierdziła Ryuu, podnosząc swój plecak i idąc w kierunku małego przejścia wśród gęstych drzew.
— Droga wolna — machnął ręką Shinobi, promiennie się uśmiechając.
— Uważaj na kleszcze — mruknął Juni, podając jej spray na owady.
Odmachała im i wkroczyła w gęstwinę. Od razu zrobiło się chłodniej i ciemniej. Odgłosy z zewnątrz przycichły, napędzając nastolatce porządnego stracha. Nie była osobą tchórzliwą, zwykle to ona musiała iść przodem podczas osiedlowych ekspedycji, bo większość grupy nie potrafiła zdecydować bądź zwyczajnie nie ogarniała. Nie należała jednak do osób przesadnie odważnych. Była paranoikiem i po obejrzeniu horroru, gdy chciała pójść do łazienki, zapalała światła w całym domu. Nie wspominając już o patrzeniu w lustra czy pod łóżko.
Kora drzew miała niecodzienny, srebrny lub nawet niebieskawy odcień. Liście były ciemnoturkusowe i szmaragdowe. Kojący zapach świerków uspokajał, a przytłumione głosy jej kuzyna i Shinobiego dodawały otuchy.
Zrobiła krok. Później drugi i trzeci. Widok stawał się coraz bardziej niesamowity z każdym metrem. Słońce prawie w ogóle nie przebijało się przez korony drzew. Kątem oka dostrzegła świetliki.
Dziwne.
Podeszła bliżej, by stwierdzić, że to wcale nie były świetliki, a małe kule światła nie większe od zakrętki. Mniszki. Stworzenia, które małe dzieci łapały dla zabawy do słoików. Dzięki nim rachunki za prąd mocno poszły w dół.
Ręką spróbowała złapać jednego, lecz ten nagle rozpłynął się w powietrzu. To samo stało się przy kolejnych próbach. Zaśmiała się pod nosem i pognała za nimi. Po kilku nieudanych podejściach upadła dysząc na ziemię. Mniszki zniknęły. Powoli usiadła i rozejrzała się. Powinna już wracać. Odwróciła się w stronę miejsca gdzie powinna być ścieżka, ale nic nie dostrzegła. Po drodze nie było już śladu. Nie wiedziała co się dzieje. Przecież nie mogła zajść daleko!
Zaraz
Nie słyszała Juni'ego. Poczuła zimny dreszcz i wrogie uczucie buzujące jej w głowie. Obróciła się ponownie kilka razy.
— Juni! — wrzasnęła spanikowanym tonem. — Panie Shinobi! Nie wydurniajcie się! — czuła się, jakby miała się zaraz rozpłakać. Miała ochotę sobie przywalić. Jak mogła być nieuważna?
— JUNI!
Rozdział pojawiłby się o wiele szybciej, jednak czytanie fanfików wzięło nade mną górę.
Edit: Minęło parę miesięcy i dorwało mnie również yuri/shoujo-ai
And I can't get up
Notka do pewnej osoby:
Jeśli normalny pociąg to szalony ciuch-ciuch, to jak nazywałby się Edzio?
Niebezpieczny ciuch-ciuch
No dobra, Wy Nienormalne Grzybki, kto oprócz mnie ma schizę na punkcie Tomka i przyjaciół?
Jak na gazie.
— Noo to ja jej mówię, że-że go nie kojarzę, a ona mi na to: "Ale że jak to?!" — wykrztusił Juni, trzymając się za brzuch. — No i wtedy się skapnąłem, że lasia mówi o Cyrylu!
Cały pociąg zaniósł się śmiechami i dźwiękami, których pozazdrościć im mogły nawet same ghule. Biedaczki, nie miały na szkołę aktorską.
— AHAH-Ugh-ha! Ja tu zaraz skisnę chy-haa! — wydusiła Ryuu, podnosząc się spod stolika, uderzając się kolejny raz o blat i z powrotem wpadając pod stół. — Też zdarzyło mi się spotkać tą lasię. Poczkaj, jak jej tam... A! Kaśka! Dzięki Ju. To było na biologi. Gadaliśmy co się dzieje z żabami na słońcu. Ta wypaliła, że fotosyntezują. Niezła beka. Skończyło się na tym, że ona ma skrzela, a ja rozmnażam się bezpłciowo.
Reszta ryknęła śmiechem. Roza już dawno spadła z fotela, a Pan Shinobi czkał pod nosem, wypiwszy zbyt dużą ilość whiskey wyciągniętej spod siedzenia. Juni mimo wyraźnego zakazu wyjął komórkę i zaczął robić im zdjęcia.
— Teee*hic*, Rozaa, jeśli zajdę w ciążę, będziesz ojcem chrzestnym mojego dzieckaa? — zawył Shinobi, najwyraźniej podchwyciwszy koncept rozmnażania bezpłciowego i in vitro.
— Jasne, no problemo, stary, tylko kto będzie ma-er ojcem dziecka? — zauważyła bystro nieco podpita kobieta.
—Taj*hic*mnica! — zachichotał niczym zgłupiała gimnazjalistka.
— Zaraz rzygnę... — bąknęła Ryuu do Juni'ego. Przedwcześnie osiwiała nastolatka nie miała na myśli jedynie odgłosów, które wydawali jej kompani, ale również swoją chorobę lokomocyjną, która ujawniła się dzięki wyjątkowo szybkim tempie pociągu i telepaniu, które zdawało się już wykraczać poza normę. Tłumacząc na chłopski rozum, przydała by się papierowa torba.
Podczas gdy dorosła część załogi leżała na podłodze i wykrzykiwała obraźliwe opinie o politykach, Juni poklepywał swoją zzieleniałą kuzynkę po plecach. "Już już, wybacz, że zapomniałem lokomotivu".
Momo powoli wyszedł z plecaka, ziewnął i przeciągnął się leniwie. Przespał większość afery i teraz jedynie spoglądał z politowaniem na skutki głupoty ludzkiej.
— Dobra, ludzie, zbierać sprzęt. Niedługo wyjeżdżamy, a ja za godzinę odbieram dzieciaki od brata. — burknęła Roza, przytomniejąc i otrzepując się z kurzu. — I niech ktoś go ogarnie. — wskazała na rozanielonego Shinobiego, który z niewiadomych tulił się do ściany. Jak na zawołanie, do wagonu wszedł Gabriel, chwycił mężczyznę za fraki i dyskretnie trzasnął go w głowę.
— Dziękuję — odchrząknęła.
— Masz dzieci? — zdziwił się Juni, odwracając się w stronę kobiety.
— Ano mam, dwójkę bliźniaków z ADHD. Ailo i Alec. Słodziaki, ale czasami trudno z nimi wytrzymać... — jej twarz momentalnie złagodniała. Uśmiechnęła się do siebie i wyjęła z kieszeni fotografię przedstawiającą dwóch czarnowłosych chłopców w wieku około sześciu lat. Po chwili otrząsnęła się i schowała zdjęcie. Chłopak również się uśmiechnął.
— Muszą być dumni, by mieć taką mamę. — stwierdził. Roza parsknęła śmiechem.
— Trafiłeś w sedno. Są, aż za bardzo. Chcą iść w ślady rodzicielki, ale są na to jeszcze za młodzi. Tylko jak wytłumaczyć dziecku, które jeszcze nie zaczęło szkoły, że ganianie za wampirami jest be, dopóki nie będzie się nawet w stanie unieść zwykłej broni?
Juni już miał zapytać, co miała na myśli mówiąc "zwykła broń", jednak rozmyślił się.
Blondyn spojrzał na kuzynkę, która w tej chwili leżała na siedzeniu i mamrotała coś do Momo, który położył się na jej brzuchu. Kolejny raz przypomniały mu się zdjęcia, które dał im wujek.
— Powiedz, kojarzysz może kogoś z nich? — spytał, pokazując kobiecie zdjęcia. Źrenice Rozy momentalnie zwęziły się, a oczy pociemniały. Na jej twarzy pojawił się nieprzyjemny grymas.
— Tylko z widzenia. — odparła sucho, dając wyraźnie do zrozumienia, że kończy temat. Shinobi zerknął w ich stronę, najwyraźniej jeszcze łapiąc, co się dzieje dookoła. Przez chwilę lustrował wzrokiem Ryuu i Juni'ego, a po chwili odwrócił wzrok i jak gdyby nigdy nic usadowił się na swoim miejscu.
Nagle zrobiło się jaśniej. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Wyjechali z tunelu.
— Witamy w Ver — mruknął Shinobi, chowając twarz przed promieniami wschodzącego słońca.
Ryuu chwiejnie wstała z miejsca i podeszła do okna. Niepewnie rozsunęła zasłony, zupełnie jakby się bała, że coś na nią wyskoczy. Oczy rozbolały ją od ilości zieleni i światła, które migały teraz za szybą. W oddali dostrzegła małe miasto. Otworzyła okno, rozkoszując się świeżym powietrzem wolnym od zapachu whiskey i nieświeżego mięsa.
Na pewno wszystko się ułoży. Będzie dobrze.
Nie była pewna, czy chodziło jej konkretnie o obecną sytuację czy niezwykłą ochotę na zwymiotowanie. Obie rzeczy były okropne.
Pociąg zaczął zwalniać. Powoli zbliżali się do zadbanego i schludnego peronu, który wyraźnie poprawił im humor. Zero pleśni, wściekłych starszych pań czy zombie wandalizujących publiczny transport.
Gdy maszyna zatrzymała się z głośnym piskiem, wszystkie drzwi otworzyły się z hukiem, zupełnie jakby szalony ciuch-ciuch wypraszał ich ze swojego wnętrza. Nie dziwili mu się.
— NA KONIEC ŚWIATA I JESZCZE DALEJJ! — wydarła się Ryuu, zataczając się i chwiejnie wychodząc z pociągu, przy okazji strasząc przechodniów. Chwilę potem znowu zzieleniała, zakryła usta dłonią i pognała łeb na szyję w stronę najbliższego śmietnika. Juni, wzdychając, wyjął butelkę z wodą mineralną i podszedł bliżej, by dodać swojej kuzynce otuchy.
W tym samym czasie Shinobi żegnał się z ekipą Edzia, nadal nietrzeźwy. Elise dyskretnie powstrzymywała się od śmiechu, a Gabriel doszedł do wniosku, że od teraz alkohol będą chować gdzie indziej. Roza stała za nimi, wrzeszcząc na Shinobiego z niewiadomego powodu. Była przytrzymywana przez dwójkę przerażonych konduktorów, którzy pojawili się znikąd.
Po wyjściu z dworca ruszyli leśną ścieżką. Zrobiło się naprawdę ciepło, więc pozdejmowali bluzy i skryli się w cieniu. Ze wszystkich stron otaczały ich góry, nienaturalnie wręcz wielkie głazy i drzewa. W tym miejscu było coś przytłaczającego. Dziwnie powyginane konary przywodziły na myśl te idiotyczne dekoracje do szkolnych przedstawień.
— Jeśli chcesz dostać się do Rhein, masz dwie opcje: albo cały czas kierujesz się na zachód, a potem idziesz zieloną ścieżką przy Babim Truposzu, najwyższej górze w okolicy, albo korzystasz z opuszczonego szlaku turystycznego. — wskazał na szeroką drogę rozpościerającą się przed nimi. — Nie ma co się spieszyć, odpocznijcie trochę. — mówiąc to przysiadł na głazie i rzucił im dwa kieszonkowe kompasy.
— Idę się rozejrzeć — stwierdziła Ryuu, podnosząc swój plecak i idąc w kierunku małego przejścia wśród gęstych drzew.
— Droga wolna — machnął ręką Shinobi, promiennie się uśmiechając.
— Uważaj na kleszcze — mruknął Juni, podając jej spray na owady.
Odmachała im i wkroczyła w gęstwinę. Od razu zrobiło się chłodniej i ciemniej. Odgłosy z zewnątrz przycichły, napędzając nastolatce porządnego stracha. Nie była osobą tchórzliwą, zwykle to ona musiała iść przodem podczas osiedlowych ekspedycji, bo większość grupy nie potrafiła zdecydować bądź zwyczajnie nie ogarniała. Nie należała jednak do osób przesadnie odważnych. Była paranoikiem i po obejrzeniu horroru, gdy chciała pójść do łazienki, zapalała światła w całym domu. Nie wspominając już o patrzeniu w lustra czy pod łóżko.
Kora drzew miała niecodzienny, srebrny lub nawet niebieskawy odcień. Liście były ciemnoturkusowe i szmaragdowe. Kojący zapach świerków uspokajał, a przytłumione głosy jej kuzyna i Shinobiego dodawały otuchy.
Zrobiła krok. Później drugi i trzeci. Widok stawał się coraz bardziej niesamowity z każdym metrem. Słońce prawie w ogóle nie przebijało się przez korony drzew. Kątem oka dostrzegła świetliki.
Dziwne.
Podeszła bliżej, by stwierdzić, że to wcale nie były świetliki, a małe kule światła nie większe od zakrętki. Mniszki. Stworzenia, które małe dzieci łapały dla zabawy do słoików. Dzięki nim rachunki za prąd mocno poszły w dół.
Ręką spróbowała złapać jednego, lecz ten nagle rozpłynął się w powietrzu. To samo stało się przy kolejnych próbach. Zaśmiała się pod nosem i pognała za nimi. Po kilku nieudanych podejściach upadła dysząc na ziemię. Mniszki zniknęły. Powoli usiadła i rozejrzała się. Powinna już wracać. Odwróciła się w stronę miejsca gdzie powinna być ścieżka, ale nic nie dostrzegła. Po drodze nie było już śladu. Nie wiedziała co się dzieje. Przecież nie mogła zajść daleko!
Zaraz
Nie słyszała Juni'ego. Poczuła zimny dreszcz i wrogie uczucie buzujące jej w głowie. Obróciła się ponownie kilka razy.
— Juni! — wrzasnęła spanikowanym tonem. — Panie Shinobi! Nie wydurniajcie się! — czuła się, jakby miała się zaraz rozpłakać. Miała ochotę sobie przywalić. Jak mogła być nieuważna?
— JUNI!
To będzie mały test, moi drodzy.
Da End
Rozdział pojawiłby się o wiele szybciej, jednak czytanie fanfików wzięło nade mną górę.
Edit: Minęło parę miesięcy i dorwało mnie również yuri/shoujo-ai
And I can't get up
Notka do pewnej osoby:
Jeśli normalny pociąg to szalony ciuch-ciuch, to jak nazywałby się Edzio?
Niebezpieczny ciuch-ciuch
No dobra, Wy Nienormalne Grzybki, kto oprócz mnie ma schizę na punkcie Tomka i przyjaciół?
Oł maj gasz czemu ja tego nie przeczytałam wcześniej (może dlatego, że jestem leniwa i nie włączam często komputera cri ;-;)
OdpowiedzUsuńPoczucie humoru tak cudowne jak w naszych chorych yaoicach (BoKuroo)
Osobiście czekam na wincyj i wincyj, bo się wciągnęłam bardzo mocno :3
Dankeszynka, bro :> ale lepiej nie wspominaj o tych siatkarskich yaoicach, bo się inni czytelnicy przerażą ( ͡° ͜ʖ ͡°)
UsuńNastępny rozdział powoli się tworzy
~Pozdro z odmętów mej posranej wyobraźni~
Mój chory umysł węszy plot twist, a'la Ryuu i Juni trafili w ręce tych złych, którzy tak naprawdę są tymi dobrymi, ale byliby źli gdyby wiedzieli kim są ich rodzice, ale są jednak dobrzy bo jednak pomogli obcym dzieciakom przeżyć... Eeeh... Nie słuchaj mnie, po dwóch godzinach snu i końskiej dawce kawy bujam w obłokach. xD
OdpowiedzUsuńNie wiem, jak ty to robisz, ale twoje rozdziały aż chce się komentować! A obiecałam sobie, że skomentuję dopiero ostatni rozdział... Kocham twój styl, w jednym momencie padam, leżę i kwiczę, a w drugim zamieram z niepokoju. Kocham, kocham, kocham. Gdybym miała przeklejać w komentarzu co lepsze kawałki, to mogłabym zrobić równie dobrze ctrl+a i wrzucić cały rozdział.
Tomek i przyjaciele, ha, raczej na palcach mogę policzyć osoby, które tego nie kochają. W moim liceum na przerwach z radia regularnie leci czołówka. Nauczyciele nas nienawidzą. Nie rozumieją doskonałości Tomasza Ciapąga.
...czytanie fanfików o gejach powiadasz. Podoba mi się ta postawa. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
OŁMAJGASZ KTOŚ NA PRAWDĘ LUBI MAJ MASTERPIS-
Usuńekhem,
Ciekawie kombinujesz (tak, wiem, Shinobi to wredny chujek) i nie spodziewałam się, że aż tak może się komuś spodobać. W każdym razie, to naprawdę motywuje i daje takiego brokatowego kopa w dupę <:
Ach, kawa, kawa... Nie lubię, ale zdaję sobie sprawę jaką ma moc ┴┬┴┤( ͡° ͜ʖ├┬┴┬
Zazdro radia w szkole - my w tej chwili mamy w chu mały budżet i nie mamy nawet stołówki, tylko automat co żre kasę. W dodatku kanapki pojawiają się w nim dwa razy w tygodniu, więc jak zapomniałam żarcia, to przez siedem godzin muszę jechać na kubusiu multiwitamina i tyciej paczce paluszków z sezamem.