Rozdział 10 |Arc3|

 

Rozdział 10

Dostaję reprymendę od zdziczałej staruszki 

    — No i, kuźwa, pięknie. prychnął Shinobi, kurczowo trzymając się pnia przerośniętej sosny.  Wracają wspomnienia z obozu. Szykuj tyłek, Haruś! zapiał. Drzewa są w porządku, o ile nie trzeba na nich siedzieć przez parę godzin.
   Obserwował poczynania dwójki dzieciaków. Nie było tak źle. Juni jak na razie zniknął mu z oczu, ale był w okolicy wioski dość niedawno, więc nie musiał się o nic martwić. Skupił się na obserwowaniu Ryuu. Nie spodziewał się, żeby ktoś w jej wieku dysponował tak obszerną wiedzą na temat najróżniejszych przekleństw i wyzwisk, od których on zwykle umywał rączki albo rezerwował je do naprawdę irytujących typów. 
   Dziewczyna uparcie parła na przód, potykając się i niezdarnie omijając krzaki. Poczuł się nieco zażenowany i winny, widząc jej zmęczony wyraz twarzy i czerwone bruzdy na policzkach. To nie było w jego stylu, ale nie mógł się jeszcze mieszać. Nie w tej chwili, nie dzisiaj.
   Usłyszał za sobą delikatne skrobanie. Odwrócił się, by stanąć oko w oko z olbrzymim gadem. Zerknął na nią jeszcze raz.
Nie, wracaj.
Płazem.
O kant dupy potłuc te zakichane salamandry!
   Zgłupiały spojrzał niewyraźnie na stworzenie, które również zafascynowane utkwiło w nim wzrok. Przeszły go dreszcze. Jak to bydle wlazło tak wysoko? Był dobre czterdzieści metrów nad ziemią, a samo drzewo miało ponad siedemdziesiąt. Przylgnął do pnia jeszcze bardziej, gdy zwierzę zaczęło się zbliżać. Zmarszczył brwi. Salamandra wydała  siebie cichy pomruk. Wokół jej ogona zaczęły się pojawiać malutkie iskry.
No pięknie.
Magiczna salamandra. 
   Syknął, gdy płaz wdrapał mu się na plecy. Czyli jednak samiec. Przełknął ślinę.
   — Nienienienienie... A sio! Wypad! Paszoł won! spróbował się uwolnić, ale zwierzę jeszcze bardziej do niego przylgnęło. Akurat teraz musiało im się zabrać na gody, pomyślał, z odrazą zerkając na stworzenie. Jego ogon iskrzył się już całkowicie. Złapał się mocno za pobliską gałąź i podjął próbę zepchnięcia z siebie zwierzęcia. Udało się częściowo. Salamandra zwisała teraz nad przepaścią, wlepiając paciorkowate oczy w Shinobiego. 
   — Nic osobistego. oznajmił sucho, po czym wykonał olbrzymiego susa na następne drzewo, całkowicie zrzucając z siebie salamandrę. Odetchnął z ulgą. Licencja skrytobójcy czasami się przydaje. Tym razem już trochę spokojniej przeszedł na drugie drzewo. I kolejne. Miał szczęście, że były w miarę blisko siebie. Gwałtowne i nieprzemyślane ruchy mogą kosztować życie.
   Stanął na najgrubszej gałęzi i rozprostował się. 
   — TAJEST, DZIWKI! Ta dupcia tak łatwo się nie podda! wydarł się niczym bohater oswobodzony z uścisku perwersyjnego wroga. Uśmiechnął się tryumfalnie. Poczuł coś mokrego na plecach.
   Zdjął swój płaszcz i przyjrzał mu się dokładnie. Z tyłu był całkowicie przemoczony. Czy to dziwne coś się na nim załatwiło? Powąchał materiał. Nic. Pozostało jedynie liczyć na to, że był to tylko śluz wydzielany przez skórę płaza.
   Po chwili dotarł do niego kolejny nieprzyjemny fakt.
Zgubił Ryuu z oczu.
***
   Ryuu w tej chwili czuła się o wiele lepiej. Mimo mroku szła raźnie do przodu gadając razem z Momo. Albo miała sklerozę, albo miała dziwne przeczucie, że to nie był pierwszy raz, kiedy rozmawiała z tym kotem. Okolica zmieniła się całkowicie. W oddali słyszała szum strumyka. Miło, pięknie, fajnie - żadnych banshee, demonów, ghuli czy zboczeńców. Co najwyżej komary. Właśnie, komary. Dla kogoś, kogo skóra reagowała czasem dość dziwnie na jad tych stworzeń, nie było to coś przyjemnego. Ręką wyczuła stwardnienie na udzie.
Tylko nie w tyłek.
   Skrzywiła się i podrapała. Może by w końcu nauczyłaby się wyciągać wnioski? ZAWSZE brać spray na komary oraz maść. Zawsze.
   Co jakiś czas zerkała na kompas sprawdzając czy idzie dobrze. Jedyny problem stanowił fakt, że powoli zaczynała mylić dzień z nocą, traciła poczucie czasu. Jej telefon całkowicie się wyładował, więc nie miała możliwości sprawdzenia daty ani godziny.
   Wiedziała jedynie to, że było ciemno, zimno i miała wielką ochotę na kebaba. Przedzierając się przez chaszcze dostrzegła światło. Przyspieszyła niezdarnie i o mało co się nie przewracając dotarła na kraniec urwiska. Momentalnie uwięzło jej w gardle, gdy zerknęła w dół. Tym razem się przewróciła, ale to z powodu śliskiej trawy. Nie żeby coś zobaczyła przez tą mgłę, ale słyszała spadające kamienie, echo i nieznane dźwięki, które skombinowane razem tworzyły coś na wzór melodii.
   Ostrożnie wstała otrzepując się z liści i błota. Niedaleko niej zamajaczyło coś ciemnego. Podbiegła i wyhamowała ostro, znowu przewracając się na mokre podłoże. Zaklęła i wywróciła oczami.
Most?
   Weszła na drewnianą konstrukcję uważnie patrząc pod nogi. Rozejrzała się dookoła i stwierdziła, że most jest wyższy niż myślała. I dłuższy. Następne kilkanaście metrów przed nią spowite było gęstą mgłą. Wolałaby nie wpaść przez nieuwagę do rzeki. Do trzech razy sztuka, mówią. Oby ostatni upadek nie odbył się na wątpliwej budowy moście. Stąpała powoli, krok po kroku. Trzymając się wątłych barierek z poprzeplatanych korzeniami desek szła dalej, omijając dziury i podejrzanie wyglądające kawałki drewna.
   Momo niepewnie wychylił głowę z plecaka i wbił pazury w gruby materiał. Machał ogonem. Denerwował się.
Ona też. 
   — Będzie dobrze bąknęła szybko i podrapała go za uszkiem. Przymknął oczy i oparł się o jej dłoń.
   Kątem oka zauważyła, że mgła przed nią zaczęła się przerzedzać. Dostrzegła migające światła. Znowu mniszki? Coś jej nie pasowało.
Mniszki nie były tak kolorowe. Wiedziała, co mogło to oznaczać.
Przydałoby się tofu. 
   Szła spokojnie, unikając gwałtownych ruchów. Czerwonych i pomarańczowych świateł pojawiało się coraz więcej. Otaczały zgarbioną postać w czarnym płaszczu. Spod fałd grubego materiału dostrzegła poharatane dłonie z mnóstwem blizn
   — Podejdź oznajmiła melodyjnym głosem.
   Ryuu, niezbyt doświadczona w obcowaniu ze staruszkami z buszu, postawiła jeden krok do przodu. Przełknęła ślinę. Kobieta nie poruszyła się.
   — Przepraszam, ale chcę przejść... wyciągnęła rękę.
   W ułamku sekundy została przygwożdżona do podłoża przez dwa białe przerośnięte lisy. Warczały, a z ich pyska i ogona sypały się iskry. Wrzasnęła i zakryła twarz. Ponownie zirytowała się własną naiwnością. Już wolała być ofiarą kpin wypucowanych loszek z klasy. Walić te ich podchwytliwe pytania. A jak już coś podejrzewasz, robią z ciebie histeryka i dziwadło.
   — Dosyć! Wystarczy tego! krzyknęła osoba w płaszczu i klasnęła dwa razy. Lisy zaskomlały cicho i wycofały się jakby zapadnięte w sobie. Kitsunebi (lisi ogień, co zdołała wywnioskować) przygasły trochę.
   Postać podała jej rękę. Ryuu chwyciła ją niepewnie i podniosła się chwiejnie. Drgnęła, gdy czerwone oko widoczne spod płaszcza wbiło w nią wzrok. Przyjrzała się dokładniej nieznajomej. Twarz zakrywała białą mastką z czarnym uśmiechem, co kojarzyło się dziewczynie jedynie z antagonistą z Black Bullet. Maskę wyróżniał jedynie czerwony kwiat namalowany na czole.
   — Nikt nie wejdzie bez straty oznajmiła i zdjęła maskę ukazując twarz młodej kobiety z dużą ilością czarnych szwów na policzkach. Czyli nie staruszka. Ryuu nie była w stanie stwierdzić, czy ją to szpeciło, czy wręcz odwrotnie. Masz coś cennego. 
   — Co proszę? 
   — Włosy magów mają więcej zastosowań niż ci się wydaje - odpowiedziała i wywróciła oczami. 
   — Jako początkujący już powinnaś to wiedzieć. Włosy, paznokcie... Wszystkie mają ciekawe właściwości jeśli wiesz jak ich używać.
   — Ano.   
   — Masz piękne włosy. Rzadko spotyka się taki kolor. mruknęła spoglądając na nią i chwyciła delikatnie jeden z kosmyków.
   — Pani ma podobny zauważyła Ryuu marszcząc brwi. 
   — Nie to miałam na myśli. 
   — Ale-
   — N i e i s t o t n e. Herbatki? pstryknęła palcami, a w powietrzu zawisł porcelanowy imbryk i filiżanki.
   — Podziękuję. odpowiedziała zbita z stropu.  
   — I słusznie. Nigdy nie wiadomo, co ta maniaczka Hex tam wrzuci... ostatnie zdanie mruknęła raczej do siebie. Po ostatnim incydencie z szałwią wieszczą miałam na głowie mnóstwo roboty. Hye-Jin była wściekła. Dobra, nieważne, na czym skończyłyśmy? 
   — Na włosach.
   — Właśnie, włosy! Spokojnie, nie wierć się tak, nie obetnę cię na łyso.
   — Do czego pani chce ich użyć? zapytała Ryuu.
   — Tajemnica zawodowa, dziecko. A teraz spokojnie. Nożyczki nie będą potrzebne. rozprostowała palce. Ryuu zaniepokojona patrzyła jak długie czarne paznokcie zbliżają się do jej głowy. Zamknęła oczy, gdy kobieta odgarnęła jej włosy do tyłu. Usłyszała cichy skrzyp. Zamrugała.
   — Już?
   — A czego się spodziewałaś? Obcięłam ci włosy, dziewczyno. prychnęła. A teraz gratulacje, moja droga, idź dalej! odsunęła się i pstryknęła palcami. Znikąd pojawiły się konfetti. Mgła zrzedła. Postawiła kilka prostych kroków, a następnie się zatrzymała. W moście była pięciometrowa dziura.
   — Pani sobie żartuje, tak? odwróciła się, ale kobiety tam nie było. Uniosła brwi. Pewnie jakaś krewna Shinobiego. Lisy spojrzały na nią i przekrzywiły głowy.
   — Użyj magii, głupia zagrzmiał sucho głos znikąd. Ponownie pojawiły się konfetti.
   — A-ale licencji nie mam! Będę miała problemy!
   — Gówno prawda! Nie mam pojęcia w jakiej prefekturze czy stanie mieszkałaś, ale tu się obchodzimy z rzeczami inaczej. Idź do TUI czy Grecosa. Założę się, że mają tam ulotki. machnęła ręką.
   Ryuu już zaczęła pulsować żyłka na czole. Miała dość tego bezsensownego gadania na całe życie. Miała się tylko dostać do Rhein i zaleźć nieszczęśliwca, który ma się nimi zająć. Nic wielkiego.
Ale nie!
Stoi na uszkodzonym moście w środku największego zadupia, jakie w życiu widziała i do tego jedyna osoba, która jako tako jej pomogła, zostawiła ją na pastwę losu w towarzystwie obłąkanej wiedźmy z zamiłowaniem do uzależniających herbatek. W dodatku ukradli jej kuzyna.
   — W życiu nie spotkałam osoby z takim podejściem do życia.
   — Boś tu nigdy nie mieszkała. A teraz sio! Byakko ci pomogą. Odwiedź mnie kiedyś~
Nastała cisza.
...Aha, dobra, okej
   Poczuła szarpnięcie. Jeden z byakko złapał ją za kaptur, rozpędził się i zrobił ogromnego susa w przód. Drugi pojawił się tuż za nimi.
   — Uff, żyję i to jest na plus. Teraz zielony szlak, prawda?

Da End


ciekawe co z Junim

Komentarze

  1. Yeaah! Czekałam na lisie chowańce! Świetny rozdział, swoją drogą, ten Shniobi to niezły dupek, ale przynajmniej dał im kompasy xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany boskie, nawet nie wiesz jak mnie ten komentarz ucieszył :')
      Było po co zarywać nockę~

      Usuń
    2. Haha, ale ta wzmianka o yokai czy Shinobim? Wiadomo, w nocy zawsze najlepiej się pisze ;P

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 13 |Arc4|

Rozdział 1 |Arc1|

Rozdział 14 |Arc4