Rozdział 13 Ach, Shinobi, Shinobi. Chyba pozwę tego capa. — Zajazd pod wściekłą owcą? Oryginalne, nie powiem. — stwierdziła Ryuu, patrząc na drewniany szyld z rysunkiem czegoś, co chyba miało przypominać owcę. Przemoczona weszła do środka budynku. Ściany były drewniane, w przyjemnym odcieniu brązu, a podłoga schludna i zamieciona. Po bokach pomieszczenia poustawiano ozdobne fotele i gdzieniegdzie malutkie doniczki z ciemnozieloną rośliną o zakręconych liściach i krwistoczerwonych owocach. Niepewnie rozglądając się po holu podeszła nieco kulejąc do recepcji. Godzinę wcześniej wpadła do rowu, co raczej nie było szczególnie chwalebnym przeżyciem. Zbliżyła się do niej pucułowata kobieta w garsonce. Uśmiechnęła się przyjaźnie i spojrzała na Ryuu dużymi brązowymi oczami — W czym mogę pomóc? — Chciałabym wynająć pokój. Na jeden, może dwa dni. Czy śniadanie i kolacja są wliczone w cenę? — oznaj...
Rozdział 1 Najważniejsze decyzje zazwyczaj podejmuje się w najmniej ważnych momentach Ryuu westchnęła. Czemu musiała być jednym z głównych bohaterów w jakimś opowiadaniu drugiej kategorii? Nie no, autorka mogłaby w końcu wziąć się w garść. Dziewczynka zestresowana siedziała w tej chwili w swoim ukochanym czerwonym fotelu, pijąc już czwartą herbatę. Ogień trzaskał wesoło w kominku, wypełniając salon przyjemną aurą. Juni'ego wywiało na zajęcia dodatkowe, a ona sama cieszyła się chwilą ciszy. Nie szło jej zbyt dobrze. Była pewna sprawa, która zajmowała jej myśli całkowicie. Niedługo mieli wrócić jej rodzice. Była trochę wkurzona. Tata obiecał jej, że nauczy ją hakować konta na Myspace. Spojrzała na zegarek. Spóźniali się już półtorej godziny. Nic dziwnego. Zawsze to robili. Zwykle przez to, że są korki albo przez tatę, który znowu pomylił drogę. Przecież mogli zadzwonić. Wcześniej tak robili... Przypomniała sob...
Rozdział 14 ŻĄDANIE! KARMA! Dante radzi: nie zamartwiaj się. Dwukrotnie. Nad tym samym szajsem. Życie nam niemiłe. Ha. Ha. Faktycznie zahaczyli o drive-thru. Było przyjemnie i milutko, wszystko zapowiadało się dobrze. Jedynie sposób, w jaki patrzyła na nich babcia kilka stolików dalej wydawał się zawikłany i pokrętny. Tak nie patrzyły normalne babcie. Co najwyżej mojry albo mohery. Tylko że to była taka typowa, niegroźna kościelna babcia. W obrzydliwym, pudrowo różowym filcowym płaszczu. Juni odetchnął z ulgą, gdy tylko znaleźli się w samochodzie. Jechali zatłoczoną autostradą. Przez wszechobecny spokój Juni czuł się wyjątkowo dziwnie. Wydarzenia z ostatnich dni, tygodnia (nieważne!) mocno odcisnęły na nim swój ślad. Nie mógł usiedzieć w miejscu. Ciągle się wiercił i zerkał za okno, jakby z lasu albo innego samochodu miałby wyskoczyć ghul albo kolejny jikininki. Zniósłby nawet ekshibicjonistę, byle tylko wyrwać się z ciągnącej...
Komentarze
Prześlij komentarz